Login/Email
Hasło
Zapamiętaj mnie
Wybierz Spółkę:
NoweSpółkiAnalizyGiełdaGospodarkaGraOffTopic
Artykuły warte przeczytania
Wyświetleń: 47494. Obserwuje: 18 osób.
Post: #1 
2009-09-03 20:14

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Forum to miejsce, gdzie można pogadać, wymienić się wątpliwościami czy też uzyskać odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Proponuję założyć (co niniejszym czynię) wątek dotyczący zewnętrznych tekstów, które chcielibyśmy polecić do przeczytania użytkownikom GryGiełdowej. Czasem wędrując po necie trafiam na bardzo fajne wpisy, analizy, artykuły i myślę, że inni również chcieliby się podzielić swoimi odkryciami.

Proponuję przyjąć najogólniejszą tematykę, czyli szerokie podejście do inwestowania, ogólne analizy i mechanizmy.

Proszę o:
- unikanie rozmów w tym wątku (komentarze, uwagi do artykułów),
- niezamieszczanie wpisów, że np. jakaś spółka wzrośnie/spadnie, jako zbyt szczegółowych,
- podawanie przy wklejanych tekstach ich pochodzenia/źródła.

topolaa

Dodano 2009-09-03 20:15
W poszukiwaniu świętego Graala
Marcin Ciechoński , TH 03-09-2009, ostatnia aktualizacja 03-09-2009 14:16

Aby odnieść sukces na rynku najważniejsze jest prawidłowe podejście do inwestowania już na samym początku. Musimy zdawać sobie sprawę, że analizy technicznej nie nauczymy się w ciągu kilku godzin czy dni.


Na temat analizy technicznej napisano już wiele. Temat ten jest niezwykle popularny zarówno wśród początkujących, jak i zaawansowanych inwestorów. Można by zaryzykować twierdzenie, że to właśnie analiza techniczna zachęca wielu do rozpoczęcia przygody z rynkami. Daje ona bowiem wrażenie, że można w łatwy sposób zarobić przy niewielkim nakładzie pracy. Jak wiadomo ludzie od zawsze szukają takiego zajęcia. Jednak chciałbym przestrzec przed zbyt optymistycznym podejściem. Znajomość analizy technicznej jest konieczna, ale niewystarczająca, aby skutecznie inwestować.

Nic nie jest proste

Złudzenie prostoty w analizie wykresów pojawia się już przy pierwszej napotkanej książce czy szkoleniu. Niemal wszędzie, czasami nie dosłownie, dostajemy zapewnienie, że wystarczy przeczytać kilkadziesiąt stron czy posłuchać kilku godzin prowadzącego wykład i już możemy zacząć zarabiać, a nawet z tego żyć. Patrząc na historyczne przykłady, rzeczywiście wydaje się, że gdybyśmy tylko znali te techniki trochę wcześniej, to pewnie już bylibyśmy bogaci. Niestety, w prawdziwym inwestowaniu, kiedy inwestor musi zmagać się ze swoimi emocjami czy z koniecznością odpowiedniego zarządzania kapitałem, sama, nawet dobrze przeprowadzona analiza, jest tylko w około jednej trzeciej odpowiedzialna za to, czy transakcja zakończy się sukcesem.

Typowa droga początkującego gracza rozpoczyna się od przeczytania jednej z kilku uważanych za biblię książek. Dowiadujemy się tam o istnieniu trendów, świec japońskich, formacji kontynuacji czy odwrócenia trendu. Na tym najczęściej inwestor kończy edukację, ponieważ ma już przed sobą wizję dużych zysków dzięki zdobytej wiedzy.

Oczywiście, po kilku tygodniach czy miesiącach, kiedy rezultaty zaczynają być dużo gorsze od oczekiwanych, inwestor ponownie zaczyna proces edukacji. Nauka nowych technik jest oczywiście niezwykle ważna w procesie samodzielnego inwestowania, jednak największym błędem wśród początkujących jest to, że przy okazji zapominają o wcześniejszych technikach, ponieważ uznają je za nieskuteczne. Zaczyna się proces poszukiwania tej jednej tajemniczej metody, dzięki której będziemy mogli dokładnie prognozować zachowanie rynków.

Bez doświadczenia ani rusz

Oferta edukacyjna jest w tym temacie bardzo szeroka. Począwszy od wspomnianych książek, przez różne szkolenia stacjonarne, aż po setki blogów internetowych z autorskimi analizami. W większości tych miejsc znajdziemy zapewnienia o jedynej słusznej metodzie, którą koniecznie musimy poznać. Należy, oczywiście, liczyć się z kosztami, ponieważ wiedza ta nie jest sprzedawana za darmo, jednak w perspektywie ogromnych zysków mało kto odmawia sobie takiej inwestycji.

Do przeprowadzonych przez siebie analiz za pomocą nowych poznanych technik dochodzą różne opinie czytane na forach czy w innych rozmowach. W tym etapie nauki inwestor zawiera praktycznie każdą transakcję w oparciu o inne podejście, nie stosując przy tym żadnej dyscypliny czy zarządzania kapitałem. Jak łatwo można się domyślić, wynik większości takich spekulacji jest ujemny. Wtedy wielu inwestorów poddaje się w swojej walce z rynkiem za pomocą AT, uznając ją za nieskuteczną, a ludzi którzy jej uczą, za naciągaczy. Warto w tym momencie zastanowić się, dlaczego dochodzą oni do takich wniosków.

Jak już wspomniałem na wstępie artykułu, największym błędem jest zbyt optymistyczne podejście na początku przygody. Mało kto w książce czy na szkoleniu mówi o tym, że analiza techniczna jest w rzeczywistości trudnym i często nudnym zajęciem. Chcąc zarabiać na początku kilkadziesiąt procent miesięcznie, niewielu myśli o tym, że czasami rynek nie wyśle nam sygnału przez dłuższy czas i wtedy pozostaje jedynie czekać. Innym razem, kiedy przegapimy dany sygnał, musimy uważać, aby nie dać się ponieść emocjom i nie dołączyć się wtedy, gdy już będzie za późno. Jest to ciągła walka z emocjami, ponieważ zazwyczaj prawdziwe sygnały z rynku są odwrotnością tego, co nam i większości wydaje się racjonalne.

Rynek nigdy nie był i nigdy nie będzie w pełni racjonalny. Zrozumienie tego jest ważną rzeczą, ponieważ zamiast skupiać się na tym, co robi rynek i dlaczego – powinniśmy próbować przyłączyć się do niego. Pamiętajmy, to rynek zawsze ma rację. Z moich obserwacji wynika, że inwestorzy, którzy działają najdłużej na rynku, bardzo często po latach wracają do tych najprostszych poznanych na początku zasad inwestycyjnych. Po dołączeniu do tego odpowiedniego zarządzania kapitałem oraz doświadczenia w obserwacji wielu rynków techniki te wtedy zaczynają przynosić zyski.

Bardzo często najważniejszą rzeczą z AT okazuje się pojęcie trendu. Są inwestorzy, którzy analizują rynek tylko na prostej zasadzie coraz niższych lub wyższych szczytów i dołków. Pozwala to na bardzo proste określenie kierunku obowiązującego trendu i granie tylko w jednym, zgodnym z rynkiem kierunku. Oczywiście, w przypadku konsolidacji inwestorzy tacy ponoszą często serię strat, ale wtedy właśnie przydaje się zarządzanie kapitałem, czyli między innym odpowiednie do wielkości kapitału stop lossy. Jako przykład skuteczności tego typu inwestowania może posłużyć wykres EUR/PLN w skali dziennej.

Od połowy 2008 r. aż to kwietnia bieżącego roku na wykresie obserwowaliśmy ciąg coraz wyższych dołków, co świadczyło o istnieniu trendu wzrostowego. Każda zawarta wtedy długa pozycja (zagranie na osłabienie złotego) przynosiła inwestorom zyski. Po przebiciu w kwietniu ostatniego dołka na rynku obserwujemy sekwencję coraz niższych szczytów, co dało duże możliwości inwestycyjne grających na osłabienie złotego. Obecnie nadal jedyną słuszną strategią jest szukanie okazji do zajęcia pozycji krótkiej aż do czasu wzrostu kursu powyżej ostatniego szczytu.

W pojedynkę niewiele ugrasz

Dobrym podejściem jest również łącznie wielu technik i zawieranie transakcji jedynie w przypadku, gdy kilka czynników potwierdza dany sygnał. Przykładowo: jeśli na rynku widzimy, że w trendzie wzrostowym korekta zatrzymała się na średniej 40-okresowej i w dodatku przebiega tam zniesienie Fibonacciego 38,2, a oscylatory są w strefach wyprzedania, to może to być dobra okazja do przyłączenia się do tego trendu. Nigdy nie grajmy jedynie na pojedyncze wskazanie danego narzędzia. Przykładowo: nie powinniśmy zajmować pozycji tylko dlatego, że oscylatory są wykupione lub wyprzedane. Znajdziemy bowiem prawdopodobnie tyle samo przykładów, kiedy zagranie takie przyniosło zyski, co straty. Prawdopodobieństwo jest więc porównywalne do zagrania wylosowanego za pomocą rzutu monetą.

Musimy zdawać sobie sprawę, że nie nauczymy się AT w ciągu kilku godzin czy dni. Do tego jest potrzebne wiele lat obserwacji wykresów. Musimy sami nauczyć się dostrzegać pewne zależności i wyciągać z nich odpowiednie wnioski. Analiza techniczna jest tak naprawdę ciężką i żmudną pracą, na którą musimy znaleźć trochę czasu niemal codziennie. Jeśli jednak podejdziemy do niej z odpowiednim szacunkiem, cierpliwością oraz chęcią, to może ona stać źródłem wielu udanych transakcji oraz zadowolenia, jakie daje trafna analiza rynku.

Szczyty i dołki to cenna wskazówka

Zgodnie z teorią analizy technicznej, o trendzie wzrostowym można mówić, gdy kolejne dołki (D) i szczyty (S) położone są coraz wyżej. Tak właśnie było od połowy 2008 r. do pierwszych miesięcy br., kiedy to taka sekwencja dołków i szczytów zaczęła się załamywać. Najpierw kursowi EUR/PLN nie udało się pokonać lutowego maksimum (4,8975), a potem doszło do przebicia minimów z lutego i marca. W ten sposób trend wzrostowy się odwrócił. Maj i czerwiec przyniosły co prawda wątpliwości co do kontynuacji nowo narodzonej tendencji spadkowej, ale analiza techniczna pozwoliła je rozwiać. Chociaż majowy dołek był położony powyżej kwietniowego, to cały czas spełnione było drugie kryterium trendu spadkowego – nie został przebity kwietniowy szczyt. Zwyżka notowań w czerwcu zatrzymała się dokładnie na jego poziomie, po czym kurs znów zaczął opadać. W połowie lipca wątpliwości znikły – notowania przebiły majowy, a później kwietniowy dołek. Osłabienie złotego w ostatnich dniach znów powoduje wątpliwości. Jeśli kurs przebije ostatni szczyt (około 4,20), trend spadkowy stanie pod znakiem zapytania.

parkiet.com

Dodano 2009-09-04 16:31
Cena wiedzy o zarabianiu

Autor: Tomasz Symonowicz | Tagi: Buffet, strategie, systemy | 2008.03.12

Na pewnym forum internetowym pojawił się krótki tekst informujący o powstaniu blogi.bossa a pod spodem znalazłem taki komentarz wątpiącego malkontenta (cytat dokładny):

A JA Z UPOREM MANIAKA POWTARZAM,ŻE NIKT KTO NAPRAWDĘ POTRAFI ZARABIAĆ NA GIEŁDZIE NIE UDOSTĘPNIA TEJ WIEDZY SZROKIEJ PUBLICZNOŚCI,CHYBA ŻE POSTEPUJE WEDLE ZASADY,ŻE NAJSKUTECZNIEJSZYM SPOSOBEM ZAROBIENIA NA GIEŁDZIE JEST PISANIE O NIEJ I “EDUKOWANIE” “INWESTORÓW” !

Jeśli można mieć rację a jednocześnie jej nie mieć, to powyższy komentarz świetnie to ilustruje.

Wybierzmy przykład najbardziej spektakularny i w miarę dobrze opisany: o tym co wyprawia na giełdzie W. Buffet powstało kilkanaście książek, setki artykułów i dziesiątki mniej lub bardziej fachowych opracowań. Bardzo szczegółowych zresztą, po części przy wydatnym współudziale ich głównego bohatera. Facet spełnia kryterium zawarte w powyższym komentarzu internauty, można by co najwyżej spytać czy istnieje coś w stylu i metodach Buffeta, czego nie przelano jeszcze na papier? Być może jednak coś ukrył, choć w takim nawale literatury to niemal niemożliwe. Zresztą akcjonariusze mają prawo znać każdy jego krok więc prędzej czy później wszystkie jego metody poznaje publiczność a fachowcy rozkładają na czynniki pierwsze. Ale jednej rzeczy nie da się przemycić w najlepszej nawet książce - umiejętności! Znajdowania okazji, strategicznego planowania, dostrzegania potencjalnych możliwości, kojarzenia wielu strategii w jedną. To nie jest niestety replikowalne.

Natomiast istnieją metody, które łatwo zreplikować i bardzo szczegółowo, choć może czasem nie tak prosto, opisać. Załóżmy, że jest to jakiś mechaniczny system na futures, zawierający wszystkie sposoby otwarcia i zamknięcia pozycji, kontroli ryzyka oraz kapitału, na konkretny rynek. Jeśli stworzenie i testowanie go zajęłoby mi lata, działałby w miarę stabilnie i zyskownie, to nie uważam, że warto byłoby ujawnić go publicznie, nawet za pieniądze (no, kwestia jeszcze za jakie). Ale nie dlatego, że skorzystałoby na tym tysiące inwestorów. Nawet jeśli system utrzymałby swoją skuteczność to i tak większość z tych, którzy go zastosują, niemal na pewno straci. Jak wielokrotnie mawiał Richard Dennis, patron Turtles Team (cytuję z pamięci więc być może nie co do słowa): ?Nawet gdybym ujawnił w gazetach wszystkie zasady mojej strategii, nikt nie potrafiłby nią tradować”. Fakty są takie, że część jego naśladowców nie wytrzymałaby drawdowns (okresowych spadków kapitału), inna nie wytrzymałaby psychologicznie ze względu na niedopasowanie mentalne, jeszcze inni zaczęliby zgadywać i poprawiać sygnały lub je intuicyjnie opuszczać, a wreszcie znajdą się tacy, którzy źle dopasują wielkość kapitału w każdej transakcji. To oczywiście nie wyczerpuje pełnego katalogu niepowodzeń. Jeśli natomiast miałbym się bać ujawnienia strategii to tylko ze względu na prawdziwych rozdających na rynkach - instytucje. To one mają siłę i pieniądze by taką strategię przepuścić przez komputery nie pomijając żadnego przecinka a wreszcie zajechać rynek, jeśli znaleźliby tam na tyle użyteczności na ile pozwoli im płynność i koszty.

Powinienem dodać jeszcze 2 przypadki, które uzupełnią ten obraz choć nie jestem pewien czy zadowolą owego malkontenta:

1/ Poznałem metody i sposoby inwestowania, które do niczego mi są nieprzydatne. Albo wypracowałem skuteczniejsze, albo tamte nie pasują mi mentalnie (np. ze względu na okres inwestycji), albo ich nigdy nie używam (bo np. nie inwestuję w ogóle na rynku akcji) itd. Wyjawienie ich nic nie zmienia w moich giełdowych działaniach. A czy są skuteczne ? Jest na to prosta odpowiedź: inteligentny inwestor po prostu sam je rzetelnie przetestuje zanim oceni!

2/ Istnieje cała gama strategii, nazywanych discretionary (uznaniowe, intuicyjne). Załóżmy że stałym elementem jest w nich określony sposób otwarcia pozycji, natomiast moment zamknięcia określam uznaniowo, wg swojej wiedzy i możliwości. Nawet jeśli dzięki temu zarabiam to, czy ktoś komu to zdradzę, będzie w stanie również… ?

-* Kathay *-

blogi.bossa.pl



Dodano 2009-09-06 21:05
Nie igraj z trendem – ale o ssso chodzi?

Wpisany przez Snake
niedziela, 25 stycznia 2009 16:14

Nie łap spadających noży, nie walcz z trendem, trend is your friend i tak dalej... Fajnie, wszyscy to znamy. Niektórzy znają nawet „definicje” trendu: a że to taki-a-taki układ „dołków i szczytów”, a że to sytuacja, w której „kolejne lokalne minima i maksima są wyżej niż ostatnie”... No tak. Jeśli by do tego dodać jeszcze, iż większość wskaźników wysyła sygnały kupna jedynie przy ruchu cen w górę i na dodatek wniknąć w szczegóły taktyki choćby Eldera czy Wildera, to okazuje się, iż...

... zlecenia kupna wystawiane po lewej stronie arkusza pochodzą wyłącznie od niespełna rozumu, ewentualnie animatorów. Przecież żadna popularna, „szanująca się” strategia nie omawia poziomów zleceń (tych „normalnych”) z limitem. Nie zakłada też take-profitów. Wyłącznie zlecenia z limitem aktywacji i to w obie strony. Za to setki stron poświęca na przedstawienie korzyści płynących z podłączania się pod kierunek ruchu. Mało tego, cała analiza techniczna zaczyna być postrzegana właśnie w ten sposób: „technik”, to ten, który „łapie trend”. A dopiero po przynajmniej rocznym pobycie na rynku okazuje się często, iż „łapacz trendu” to zajęcie tylko niewiele mniej niebezpieczne niż „łapacz dołków”.

Ze strony praktycznej właśnie obecnie mamy tego przykład. Sygnały, które mogły być interpretowane pozytywnie w „starych, dobrych czasach”, dziś są tak opóźnione, a siła – a właściwie słabość – całego rynku tak beznadziejnie wszystko przytłaczająca, że niegdysiejszy sygnał „kupuj” dziś oznacza w praktyce „sprzedaj”. Sprzedaj, bo już jutro możesz mieć 5% mniej. Ilość spółek, których kursy nie poddają się tej zasadzie jest zastraszająca niewielka. Całkowicie klarowny przykład może by się z... jeden znalazł (HTL?)... na kilkaset spółek. Lecz dla większości „klasyków” taka sytuacja nie jest żadnym problemem. Mało tego, to sytuacja oczywista, nie wymagająca wcale żadnej głębszej filozofii: „po prostu nie inwestuj w czasie bessy”. Takie to proste.

Nie kupuj na spadającym rynku. Aha, no i nie kupuj czasem na rynku płaskim.

Tak właściwie, to kupuj tylko w hossie. Najlepiej, gdy rośnie absolutnie wszystko. I nie waż się wtedy sprzedawać, dopóki nie spadnie. I nic to, że w takim okresie najbardziej zaawansowane nawet techniki selekcji spółek, najlepszych z najlepszych techników, pod względem swojej skuteczności przegrywają z wyborem giełdowego „świeżaka”, który na dzień dobry, już w pierwszym dniu zarabia przynajmniej kilka procent. Nic to, że przegrywają nawet z wyborem losowym. W praktyce okazuje się, że jedyną przewagą naszego doświadczonego, klasycznego technika jest świadomość tego, że sprzedawać nie należy, że warto dać czas zyskom, by urosły (o czym debiutanci jeszcze nie wiedzą). Ale na ile takie podejście ma swoje korzenie w prawdziwej analizie technicznej, w statystyce, a na ile jest to po prostu cnota cierpliwości i doświadczenia?

W trakcie silnej hossy przewaga technika nad żółtodziobem bynajmniej nie dotyczy wyboru spółek do kupna. A nawet nie wyboru momentu sprzedaży. Raczej wyboru momentów „nie-sprzedaży”. Taki rodzaj „analizy technicznej” jednak mnie osobiście nie pociąga. Nawet jeśli ma się okazać jedynym skutecznym, to myślę, że to swego rodzaju kpina ze statystyki. I bardzo wygodne wytłumaczenie wielkich strat czy niewielkich zysków dla zarządzających funduszami, czy zawodowych analityków. „Bo taka właśnie teraz panuje na rynku sytuacja”. I nic się, kurcze pióro, zrobić nie da.

A gdyby tak zastanowić się nad terminem „trend” z tego punktu widzenia, który powinien być obowiązujący dla wszystkich „naukowców”, niezależnie – analityków czy syntetyków? Czyli od matematyki. Czym wtedy okazuje się być trend? Zawsze próbowałem go interpretować jako prawdopodobieństwo kontynuowania serii. Jeżeli ceny akcji, uśredniając, od pół roku stabilnie pną się w górę, to prawdopodobieństwo tego, że akurat jutro zacznie obowiązywać sytuacja odwrotna, jest niewielkie. Jeżeli mamy sytuację, w której ponad 90% spółek od roku systematycznie traci na wartości, to prawdopodobieństwo tego, iż nasz wybór okaże się słuszny – maleje. Jeśli od godziny samochód porusza się prosto przed siebie z prędkością 100km/h, to prawdopodobieństwo tego, że za sekundę zawróci jest mniejsze od tego, że będzie ruch kontynuował. Chociaż oczywiście wszystko ma swój koniec. Jednakże ten „koniec” nie ma nic wspólnego – wbrew pozorom z „trendem”. Trend to w tym ujęciu (dla t. wzrostowego) zmniejszone ryzyko inwestycji („r”). Problematyka ewentualnego „trendu wyczerpania” zaś to malejący potencjalny zysk (czyli „z” w układzie mapy „zysk/ryzyko”).

To całe „z/r”, ten układ, którego obliczenie powinno być w każdym momencie celem analizy technicznej, tylko z powodów przywiązania do tradycji chyba zapisywany jest poprzez iloraz. W rzeczywistości zależność ta nie jest liniowa, a wagi obydwu współczynników nie są jednakowe. Nawet intuicyjnie przeczuwamy, że „r” (ryzyko) jest o wiele ważniejsze. A kto uważa inaczej – najczęściej okrutnie traci. Stąd właśnie stop-lossy, stąd naciski na grę z trendem, na badanie jego siły i momentu początkowego (zwrotnego). Ryzyko – ma być jak najmniejsze. Prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu – jak największe. Po pierwsze: nie tracić. Owszem, zgadzam się: trend is your friend. Ale nie dlatego, że tak „głosi Biblia”, że jest to „złota zasada”, „biała magia”. Z powodów matematycznych. Logicznych. I nie powinniśmy dopuszczać do tego, aby matematyka przegrywała z rzutem monetą lub niemal ślepym wyborem giełdowego żółtodzioba. Trzeba ją trochę bardziej uszanować. I wykorzystać.

Jednakże – niestety – już na początku pojawia się nam ogromny problem. Związany jest on właśnie z tym, iż „r” (właściwy trend) jest sporo ważniejsze od „z” (a może po prostu nie mamy jeszcze odpowiednich narzędzi potencjał zysku potrafiący określić? lecz to temat na inną rozprawę). Ale czy to „r” rzeczywiście ma aż taką wagę, aby cały układ analizować jako hierarchiczny, gdzie trend jest warunkiem wstępnym, koniecznym (acz niewystarczającym)? Według mnie jest inaczej. Prawdopodobnie interesujący nas zawsze stosunek próbujemy opisać niewłaściwymi działaniami matematycznymi. Ryzyko rośnie coraz bardziej wraz ze wzrostem siły trendu spadkowego, ale czy jest to zależność liniowa? Raczej nie. Rosnąca w postępie geometrycznym? Jaki jest jej wykres? Parabola? Hiperbola? A może da się ją przedstawić za pomocą odpowiedniego logarytmu?... Ciężka sprawa. O wiele łatwiej jest po prostu przyjąć założenie, iż po prostu „rosnąć musi”.

Ale ile przez to zysku, okazji tracimy? Bardzo często tak dużo, że gdy już zaczynamy inwestowanie (zgodne ze wszystkimi „złotymi zasadami”), to zdajemy się w rzeczywistości na łut szczęścia, że nierzadko „rywalizują” z nami osoby nie mające dziesiątej części naszej wiedzy... I wyśmiewają się z AT, z matematyki, z analityków w ogóle. A co, może nie? A wiecie, co ja uważam? Że mają rację. Pomimo mnóstwa zgromadzonej wiedzy, znajomości prawideł rządzących rynkami, ruchami cen, całego tego czasu, jaki nierzadko analitycy na wykresy poświęcają, nie wykorzystujemy w pełni tej nauki. Idziemy na łatwiznę. I nie zostaniemy miliarderami – chyba że właśnie przez przypadek, przez ten wspomniany „łut szczęścia”, który może się równie dobrze przytrafić komuś bez analitycznego podejścia.

Obecnie dostępne nam pojedyncze narzędzia i metody w bardzo niewielkim stopniu tylko wyprzedzają, uwiarygodniają nasze sygnały w porównaniu do kogoś, kto linijkę do wykresu przyłoży i powie: „o! przebicie linii trendu”. Jedno z moich ulubionych powiedzeń, to: „jasne, że można kreskę narysować i obwołać się technikiem”. Na co nierzadko słyszę w odpowiedzi: „jeśli jest tak samo skuteczne, to dlaczego nie?” I z tego właśnie powodu poszukuję nie narzędzi pojedynczych, a staram się je łączyć, używać syntezy zamiast analizy, tworzyć własne mierniki. Z tego powodu staram się – na ile tylko pozwalają mi na to umiejętności – wgłębiać się w matematykę, szperać po nie omawianych dotąd na szeroką skalę, niepopularnych jeszcze sposobach opisu otaczającej nas rzeczywistości, interesujących nas zjawisk. Dlatego właśnie staram się ujrzeć różne sprawy nie z punktu widzenia „kreski”, a prawdopodobieństwa, ruchu, przemiany... chętnie sięgnąłbym do psychologii, tu jednak nie mam żadnej wiedzy ani uzdolnień choćby. Staram się dociec do tych najwłaściwszych, najprawdziwszych definicji, szukać błędów, nawet tych powielanych z taką uporczywością, że zostały w końcu zaakceptowane jako metody jedynie słuszne.

Po to właśnie patrzę, co oblicza ADX i widząc, że nie uwzględnia on zmian cen zamknięcia względem siebie, próbuję – być może i na razie nieudolnie – łączyć te wskazania z narzędziem, które tylko na takich obliczeniach bazuje, czyli z TRIX-em. Wnikam w EMA, obserwuję, co w rzeczywistości ona oddaje, mierzy, co uzyskamy, gdy dzięki RSI podzielimy ostatnie wzrosty przez ostatnie spadki. Jak zmianę najlepiej wyrazić? Punktowo? Procentowo? Logarytmicznie? Jaki rozkład prawdopodobieństwa w sposób najwłaściwszy oddaje interesujące nas ruchy?

Po prostu nie chcę dopuścić do tego, aby matematyka miała przegrać z „kreską”. A nawet jeśli przez to rzeczy „udziwniam”, „komplikuję”, czy wedle innych „ośmieszam”... trudno. I tak myślę, że właśnie tędy, a nie poprzez po raz tysięczny gwałcenie tych samych wskazań, ewentualnie do prawdy dojść można.

Problem „trendu” ma ogromną wagę. Dlatego pewnie za niedługo do niego powrócę, przedstawiając już konkretne przykłady i własne wnioski.

atinwestor.pl

Edytowany 3 raz-y, ostatni raz: 2009-09-06 21:06:17
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #2 
2009-09-07 00:50

MargareT

Biała Podlaska
Postów: 33
Shouts: 6102
Jeśli ktoś ma czas i chęci to polecam książkę
Roberta Kiyosaki'ego BOGATY OJCIEC BIEDNY OJCIEC.
Z góry mówię, że nie jest ona konkretnie o giełdzie, a ogólnie o kasie i różnych filozofiach na zdobywanie jej.
To tak jakby komuś nerwy puściły i miał dosyć giełdy
Pzdr

Post: #3 
2009-09-07 09:58

RafalGieniusz

Polkowice , Skelmersdale,
Postów: 24
Shouts: 5799
czytalem Kiyosaki'ego dobra ksiazka :D
Only God can judge me.

Post: #4 
2009-09-08 15:26

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Odcienie konsekwencji

Autor: Tomasz Symonowicz | Tagi: analiza techniczna, psychologia, strategie, systemy | 2008.04.29

Konsekwencja -logiczna ciągłość w działaniu; postępowanie oparte na ściśle określonych zasadach, zgodnie z powziętym planem; wytrwałość w dążeniu do czegoś. To tylko kilka z określeń użytych w słowniku wyrazów obcych Władysława Kopalińskiego na określenie zjawiska chyba nieco nadinterpretowanego przez inwestorów.

Dla ścisłości- słowa nadinterpretacja używam w kontekście interpretacji niemającej dostatecznego uzasadnienia :-)

Właśnie czytam po raz kolejny o ?żelaznej konsekwencji” jako panaceum na dobre wyniki i skuteczne inwestowanie. Nie jest moim zamiarem kwestionowanie tego rodzaju, było nie było, chwalebnego działania, pożądanego przecież nie tylko w dziedzinie zarabiania. Nie będzie nawet przesadą stwierdzenie, że permanentna konsekwencja odróżnia profesjonalistę od amatora, bez względu na rodzaj aktywności. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że w podanej we wstępie definicji pojawiają się jeszcze, nie przez przypadek, słowa ?na określonych zasadach” , ?zgodnie z planem”. Krótko mówiąc - konsekwentnie można realizować tylko ?coś“, koncept czy zestaw reguł, w przeciwnym razie wspomniana porada jest tylko żonglerką pustymi słowami. Żeby powstał dym najpierw musi pojawić się ogień. Aby dopełnić obrazu całości nie sposób pomiąć faktu, że poza zupełnym brakiem kompletnej strategii, żadna konsekwencja nie uratuje niestabilnego systemu, niesprawdzonej metody czy podejścia z otwartym oknem na improwizacje (czyli doraźne sprawdzanie swoich przeczuć i wizji). Tyle w kwestii potocznego kontekstu tego terminu.

We wspomnianym słowniku pojawia się jeszcze inne, obok rodzaju czynności, rozumienie słowa konsekwencja: wynik, skutek, rezultat;

W takim znaczeniu ma ono w systematycznym inwestowaniu dużo mniej znany, ale ściśle powiązany z owym we wcześniejszym paragrafie, wymiar. A dokładnie określony wymiar finansowy. Wyobraźmy sobie 3 następujące, tylko na poły hipotetyczne sytuacje:

(1) Inwestor A dysponuje logiczną, przetestowaną, obiektywną i udokumentowaną strategią, nazwijmy ją Alfa. Ścisłe jej zastosowanie w określonym czasie przyniosłoby 2-cyfrowe zyski. Niestety inwestor z powodów losowych (choroba czy wyjazd) lub też przez zaniedbanie czy przeoczenie, był w stanie zrealizować tylko 10 z 15 przewidzianych transakcji i wszystkie 10 zakończyły się sumarycznie 2-cyfrową stratą. Ma jednak świadomość popełnionego błędu.

(2) Inwestor B ma dostęp do tej samej strategii Alfa co inwestor A ale nie ma dostępu do jej dokumentacji i traktuje ją dość nonszalancko/uznaniowo, opuszczając z różnych powodów, czasem nawet być może nieświadomie, te same 5 z 15 najbardziej zyskownych transakcji co inwestor A. Ponieważ poniósł 2-cyfrową stratę, uważa że ta strategia nie działa więc ją z hukiem porzuca.

(3) Inwestor C nie ma dostępu do strategii Alfa wspomnianej poprzednio. Ale dzięki swoim analizom, które bardziej polegały na wykorzystaniu intuicji, szczęścia i innych mniej lub bardziej racjonalnych powodach, udaje mu się zrealizować mniej więcej te same 5 transakcji, które opuścili poprzednicy, zarobił więc 2-cyfrową kwotę dzięki swoim umiejętnościom.

Konsekwencją pierwszej sytuacji była dotkliwa strata spowodowana brakiem… konsekwencji. Wybiórcze tradowanie np. stabilnego i zyskownego systemu może w skrajnych wypadkach prowadzić paradoksalnie nawet do bankructwa.

W drugiej sytuacji ktoś niedoświadczony lub nie w pełni świadomy możliwości i ograniczeń, ogłosił światu, że strategia Alfa jest niedziałającą metodą. Wyciąga fałszywe wnioski na podstawie selektywnych przesłanek. Kluczem w tym wypadku jest ilość transakcji i ich rozkład. Opuszczenie 5 z 15 ma oczywiście inną siłę rażenia z punktu widzenia statystyki i prawdopodobieństwa niż 5 z 300. Rozkład transakcji jest chyba jeszcze ważniejszy. Załóżmy, że jakaś formacja, np. podwójny szczyt lub dno, ma powiedzmy 60 % trafność realizacji na akcjach blue chips (trafność realizacji to w tym wypadku przypisywany jej klasyczny zasięg wypełnienia). Oznacza to ni mniej ni więcej, że obstawienie wszystkich pojawiających się podwójnych szczytów i dołków, na wszystkich akcjach blue chips, konsekwentnie i w dłuższym okresie przyniesie sukces w 60% przypadków. Tradowanie tylko wybranych akcji z zakresu blue chips, nie wszystkich pojawiających się takich formacji lub w nieregularnych odcinkach czasowych, może spowodować w tej sytuacji zarówno trafność 5% jak i 95%. Twierdzenie na podstawie pierwszego z tych wyników ?to nie działa” jest po prostu nadużyciem z punktu widzenia statystyki. Warto o tym pamiętać będąc inwestorem tzw. dyskrecjonalnym czyli dla prostego odróżnienia - nie używającym strategii mechanicznych.

Trzeci z opisanych przypadków to najczęściej kwestia szczęścia czy losowości. Zwykle, jak wskazuje praktyka, wiara w swoje nadzwyczajne umiejętności okazuje się w dłuższym terminie iluzją gdyż delikwent nie potrafi zreplikować efektywnie w przyszłości tych przesłanek, które stały za pięcioma udanymi decyzjami z przykładu wyżej. Trudno tu nawet zidentyfikować konsekwencje albo zalecić konsekwentne działania gdyż ich podstawy są często zbudowane na piaskowej konstrukcji.

Ostatni z wyznaczników analizowanego przez nas słowa to: logiczne następstwo faktów, wynik podjętych działań. To nie tylko finansowy, psychologiczny czy jakikolwiek inny efekt naszego procesu decyzyjnego. Konsekwencja to również w tradingu przyjęcie odpowiedzialności za podjęte przez siebie decyzje. Pomijając nadzwyczajne sytuacje, jeśli spieprzyłem transakcję to z własnej winy. Zupełnie jak wtedy gdy była zyskowna.

–* Kathay *–

blogi.bossa.pl
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #5 
2009-09-08 20:48

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Znalezione w sieci:

EWOLUCJA TRADERA
--------------------------------


Prawda jest taka że handel ma dużo wspólnego np. z nauką jazdy
samochodem lub czymkolwiek innym nowym wymagającym dłuższej nauki
i doświadczenia. Ten cykl składa się z pięciu etapów.
Mam zamiar przybliżyć wam każdy etap byście mogli dokładnie określić
gdzie się obecnie znajdujecie w waszej drodze do handlu z sukcesami.

1. Etap pierwszy: Nieświadoma niekompetencja.
-------------------------------------------------------------------
To jest pierwszy krok kiedy zaczynasz interesować się handlem. Wiesz że
to dobry sposób na zarobienie pieniędzy ponieważ słyszałeś na ten temat
wiele rzeczy i wiesz o wielu milionerach którzy się w ten sposób dorobili.
Niestety, podobnie jak w momencie kiedy pragniesz nauczyć się prowadzić
samochód myślisz że to będzie łatwe - pomijając to myślisz sobie "co w
tym trudnego?" - ceny poruszają się raz w górę, raz w dół - jaki jest ten
wielki sekret? - zaraz rozgryzę rynek!

Niestety, podobnie jak z samochodem, kiedy siądziesz za sterami
dojdziesz do wniosku że nie masz pojęcia co tak naprawdę zamierzasz
zrobić. Zawierasz mnóstwo ryzykownych transakcji. Kiedy pozycja którą
otwarłeś nie idzie po twojej myśli zajmujesz pozycję odwrotną a rynek ciągle nie idzie po twojej myśli... i tak w kółko.

Próbujesz odrabiać straty podwajając stawki. Czasami ci się to udaje ale
dużo częściej odnotowujesz straty i jesteś zdenerwowany.
Więc to jest etap pierwszy - jesteś zupełnie nieświadomy swojej
Niekompetencji w handlu. Trwa to zazwyczaj tydzień lub dwa. Przechodzisz
do etapu drugiego.

2. Etap Drugi - Świadoma niekompetencja.
--------------------------------------------------------------
Zdajesz sobie sprawę że handel wymaga wkładu większej pracy i jest
wiele rzeczy nad którymi musisz popracować.
Uświadamiasz sobie że jesteś nieudolnym handlowcem - nie posiadasz
umiejętności i charakteru by osiągać regularne zyski.
Podczas tego etapu kupujesz systemy i mnóstwo ebooków, błądzisz po
internetowych serwisach na temat tradingu. Zaczynasz szukać "świętego
grala".

W tym czasie stajesz się "dziwką systemową" (przyp. tłum.: tak tam jest
napisane ) - codziennie próbujesz innej metody i nigdy nie skupiasz się
wystarczająco długo na jednym systemie by stwierdzić czy rzeczywiście
działa/nie działa. Za każdym razem gdy natykasz się na nowy wskaźnik
stajesz się jego entuzjastą - to jest ten jeden który zmienia wszystko.
Testujesz automatyczne systemy w programie MetaTrader, grasz w
oparciu o średnie ruchome, linie Fibonacciego, poziomy wsparcia i oporu,
fraktale, dywergencje, DMI, ADX i wiele innych rzeczy. Wszystko z
nadzieją że odkryjesz własny "magiczny system" już dzisiaj.
Grasz na szczytach i dołkach próbując znaleźć dokładny punkt odwrócenia
trendu za pomocą różnych wskaźników. Odkrywasz że ciągle tracisz
pieniądze mimo że jesteś pewien że postępujesz prawidłowo.
Idziesz poczatować na żywo i widzisz innych traderów rozmawiających o
swoich zyskach. Zastanawiasz się dlaczego nie jesteś jednym z tych
szczęśliwców. Zadajesz miliony pytań, niektóre są tak głupie że aż
śmieszne (co zauważysz dopiero w przyszłości gdy sobie o nich
przypomnisz). dochodzisz do punktu w który myślisz że wszyscy ci którzy
się chwalą swoimi wynikami to zwykli kłamcy i oszuści - nie mogą zarabiać
takich pieniędzy - ty uczysz się ciągle i nie zarabiasz.
Uważasz że wiesz tyle co oni i to co mówią to po prostu kłamstwa.
Ale oni tu są codziennie a sumy na ich koncie ciągle rosną podczas gdy na twoim maleją.

Jesteś jak nastolatek - traderzy którzy zarabiają pieniądze udzielają ci
darmowych porad ale ty jesteś uparty i myślisz że wszystko wiesz lepiej.
Nie zważasz na ich zdanie i grasz jeszcze bardziej ryzykownie mimo
wszyscy przed tym ostrzegają - ale ty wiesz lepiej.
Podążasz za sygnałami podawanymi przez innych. Ale jeśli te nie
przynoszą oczekiwanych rezultatów poszukujesz innych źródeł
sygnałowych za które płacisz - ale te również nie działają

Ten etap może trwać latami - jednak może trwać np. nieco ponad rok - ja
przechodziłem przez ten etap przez 18 miesięcy.
Ostatecznie masz ten etap za sobą. Prawdopodobnie straciłeś więcej czasu
i pieniędzy niż sobie mogłeś wcześniej wyobrazić. Straciłeś pieniądze na
dwóch lub trzech kontach które założyłeś. 3 lub 4 razy chciałeś się poddać
i przestać grać.
Nadszedł etap trzeci

3. Etap Trzeci - Eureka!
------------------------------------
Pod koniec etapu drugiego zaczynasz dostrzegać że to nie system robi
różnicę.
Zauważasz że możliwe jest zarabianie pieniędzy korzystając wyłącznie ze
średnich ruchomych. Jeśli będziesz przestrzegał zasad zarządzania
kapitałem i odpowiednio podejdziesz do sprawy.
Zaczynasz czytać książki na temat psychologii handlu i identyfikujesz się z
charakterami opisanymi w tych książkach

Nadchodzi moment w którym możesz krzyknąć - EUREKA!!!
Tej nazwy dlatego użyłem z powodu rewolucji która dokonała się w twoim
mózgu. Zaczynasz myśleć zupełnie inaczej niż wcześniej.
Nagle uświadamiasz sobie że oprócz ciebie, nikt inny nie jest w stanie
przewidzieć ruchu ceny w ciągu najbliższych 20 sekund, nie wspominając
o następnych 20 minutach.
Zaczynasz używać tylko jednego systemu który odzwierciedla twój sposób
handlu. Jesteś szczęśliwy i definiujesz własny próg ryzyka. Otwierasz pozycje za każdym razem gdy twój system pokazuje duże
prawdopodobieństwo na osiągnięcie zysku.

Kiedy handel idzie źle nie przejmujesz się tym zbytnio ponieważ wiesz że
nie mogłeś tego przewidzieć i to nie twoja wina. Zamykasz stratne pozycje
tak szybko jak to tylko zdajesz sobie sprawę że są nie udane. Następna
transakcja będzie miała większe szanse na powodzenie ponieważ wiesz że
twój prosty system działa.
Zdałeś sobie sprawę że w handlu dwie rzeczy są najważniejsze -
konsekwencja i dyscyplina.

Uczysz się właściwie zarządzać kapitałem oraz ryzykiem - dźwigną etc.
etc. - teraz w pełni to rozumiesz i gdy myślisz o tych którzy dawali ci rady
które dopiero teraz stosujesz uśmiech pojawia się na twarzy.
Wtedy nie byłeś gotowy ale teraz już jesteś.
Moment EUREKA! przychodzi wtedy gdy naprawdę godzisz się z myślą nie
możesz przewidzieć zachowania rynku.
I wtedy zaczyna się etap czwarty.

4. Etap Czwarty- Świadoma Kompetencja
-------------------------------------------------------------
Ok, teraz zawierasz transakcje kiedy tylko twój system generuje sygnał
Przyjmujesz do wiadomości straty z taką samą łatwością jak zyski.
Pozwalasz zyskom rosnąć w pełni akceptując ryzyko ich ewentualnej
straty. Wiesz że twój system potrafi zarobić więcej pieniędzy niż ich
stracić. Kiedy widzisz że pozycja jest stracona szybko ją zamykasz by
twoje konto na tym wiele nie ucierpiało.

Jesteś teraz w punkcie w którym będziesz zarabiać - będą dni sukcesu i
dni porażek, będziesz miał tygodnie w których zarobisz 100 pipsów i
tygodnie w których stracisz 100 pipsów - generalnie będziesz częściej
zarabiać niż tracić pieniądze.
Jesteś świadomy faktu że zajmujesz pozycje które w większość przynoszą
zyski. Zyskujesz szacunek w oczach innych traderów taki jaki ty miałeś do
nich kiedyś.

Wciąż musisz pracować nad tym i myśleć nad swoimi transakcjami ale
wciąż będziesz zarabiać więcej niż tracić.
Zaczynasz dzień z 20 pipsami zysku, następnie tracisz 35 pipsów ale nie
przejmujesz się tym zbytnio. Wiesz że następnym razem je odrobisz.
Zaczniesz uzyskiwać niewielkie ale regularne zyski. Jednego tygodnia
zarobisz 25 pipsów, następnego 50 i tak dalej...
Ten etap kończy się zazwyczaj po sześciu miesiącach
następnie przychodzi faza piąta

5. Faza Piąta - Nieświadoma kompetencja.
-------------------------------------------------------------
To tak jak z gotowaniem albo jazdą samochodem. Każdego dnia siądziesz
przed komputerem by zacząć handel - teraz robisz wszystko nieświadomie
ale z kompetencją. Działasz jak autopilot. Zawierasz wspaniałe transakcje zarabiając 100
pipsów dziennie. To staje się normalne dla ciebie. To już rutyna.
To jest właśnie utopia tradingu - panujesz nad swoimi emocjami i jesteś
traderem z szybko rosnącym kontem.

Jesteś gwiazdą czata handlowego i ludzie chętnie czytają to co masz do
powiedzenia. Poznajesz siebie gdy czytasz pytania podobne do tych które
sam zadawałeś dwa lata temu.
Przekazujesz swoją wiedze innym ale wiesz że większość z nich myśli jak
nastolatki i tłumaczenie takim ludziom pewnych rzeczy jest daremne -
niektórzy z nich osiągną to co ty osiągnąłeś - niektórzy osiągną to
wcześniej, niektórzy później - dosłownie setki tysięcy ludzi nigdy nie
przetrwa fazy drugiej mimo to wielu ludziom się to udaje.
Trading już więcej nie będzie ekscytujący. Stanie się nudny - tak samo jak
wszystko w życiu, kiedy jesteś w czymś dobry lub wykonujesz swoją pracę
- to jest nużące. Po prostu wykonujesz swoją pracę, to co do ciebie
należy. To wszystko.

Teraz możesz z głową podniesioną wysoko powiedzieć "Jestem traderem.
Handluje walutami."
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #6 
2009-09-21 17:30

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Fragment książki: Chande Tushar S. - Beyond Technical Analysis How to Develop and Implement a Winning Trading System

(są literówki, najprawdopodbniej skaner trochę poprzekręcał tekst)

Do You Believe in Your System?
The market will challenge your faith in your system in every way
possible. The market uses the well-known maxim of war: "Lure them
with greed, conquer them with confusion." The markets will constantly
create new chart patterns that can confuse your analysis. Unless you
have absolute faith in your system, the markets will push you to
meddle with your system. They will push you to override your signals,
alter your plans, bend your system rules, invent new exceptions—all in
the name of "improving performance." The only place to improve
system design is with rigorous back testing and prospective paper
trading. Any untested deviation provides short-lived gratification,
which can seriously erode long-term performance.
You should pour all your creativity and emotional needs into creating
a system that works for you. Your system should have the time hori-
zon, trading frequency, market sensitivity, and profitability that you
consider essential. Once you have rigorously tested the system on
historical data, you should test it on scrambled data. You will quickly discover th
type of markets the system likes and dislikes when you test it on scram
bled data. You will also have greater confidence in the system's future
performance by testing it over many sets of scrambled data. You can
follow up system testing with paper trading to clarify the mechanics of
the process. Once you are satisfied that this is the system you want, you
should resist all unchecked attempts to modify it.
The markets push you to re-examine your faith in your system. You
should not use a system unless you can reaffirm your full faith and con
fidence in that system every day. If you do not believe in your system,
the market will quickly push you into deviating from it. Once you devi
ate from a system, you are trading an untested system, and all bets are
off. Of course, you can ask why you should stick to a tested and true
system. The answer is found in the next section.

Time Is Your Ally
The market gives, and the market takes away. You should recognize
that in all markets, there will be time periods when money is easily
made and other periods when most models will show losses. Your goal,
as a system trader, is to survive the unprofitable periods so you can
enjoy the good times when they roll around. In essence, your risk-
control strategy, money-management practices, and overall system
design will all play major roles in determining your ability to survive
difficult market conditions. Hence, it is advantageous to take the long
view and remember that the current trade is just one of many to come.
Therefore, you need not get emotionally involved in the outcome of
each trade.
Suppose you are trading many markets and more than one system
in a diversified trading account. Let us assume that your average prob-
ability of winning is 35 percent. Since we can show that successive
trades are independent, the probability of having ten successive losing
10 trades is (0.65) , or 0.0135, or 13 in 1,000. Thus, if you opened 1,000
new accounts, only 13 of them would show ten successive losing
trades. Now, suppose you put on the trades all at the same time. If you
risked 2 percent per trade, you will experience a 20-percent drawdown
at the very beginning about 13 times in 1,000 attempts. If you risked 1
percent per trade, your chance of reaching a 20-percent drawdown is
approximately 18 in 10,000.
A 20-percent loss of capital, although not pleasant, is not irreversible.
You should also recognize that unlikely events can and do occur. Thus, do not get emotionally involved in each gyration of every
trade. You should take the long view: enforce rigid risk control, follow
money-management guidelines, and focus on implementing your
system.


No Exceptions
A good way to assure long-term success is to follow your system
without exceptions. If you want exceptions, write them down and test
them thoroughly instead of relying on your intuition alone. If you want
to override your model, it probably means you are not comfortable with
it and should do more testing and refining.
Many traders will use rising volatility as a measure of impending
market change. They will reduce their positions when volatility is "high."
You should define this scenario precisely. For example, you could say that
volatility is "high" if the 50-day standard deviation of closing prices is more
than $1,500. Then, you could test historical price data to check what the
markets have done when volatility has risen to this level.
You could choose to increase market exposure to 4 percent of account
equity if conditions are "right." Instead of relying on intuition, you could
define a specific condition as "right," such as a 2 5-bar breakout
accompanied by a 5-day RSI value greater than 70 or less than 30. You can
then check historical data and develop some statistics on what to expect.
We saw in the tests with the 65sma-3cc model in chapter 4 that only 4
percent of the trade were the home runs that made all the difference in
portfolio performance. If you routinely deviate from your system, there is
no assurance that you will not manage to miss all the important trades in a
given period.
The no-exceptions policy is necessary for another reason: traceability,
which is discussed in the next section.

Full Traceability
You should be able to trace back in time the precise reasons for a particular
trade or trading action. For example, you should be able to recall why you
made a particular trade or move. If you have a well-defined mechanical
system, and you follow a strict policy of no exceptions, then you have
assured traceability. If you use subjective chart analysis, then the best way to
understand your trading patterns is to keep a diary and a copy of your
charts. You should record all the emotions and analyses you used to
make a certain decision.
If you have no traceability, you will have little information to
monitor your implementation, and you will lose valuable information
that could improve your trading. Let's assume you have a tendency to
get in late and get out too soon. If you do not keep detailed records, it
is difficult to correct such tendencies. If you have good records, you
can calculate the impact of your late entries and early exits.
Specifically, you can determine the type of market conditions that push
you into exiting early. Say you find that a sharp 3-day sell-off often
pushes you to exit your trades. Then, after a brief consolidation, the
markets have resumed their previous trend. You now have reliable
information you can use to overcome your fear that every 3-day
countermove is going to escalate into a major correction.
Traceability is also important if you notice errors in your account
statements and want to get them corrected. For example, your broker
may fail to report a fill, or give you a fill far away from your desired
prices. If you have good records, it is relatively easier to make the
changes you desire. If you called in to check a fill and were given a
certain fill price, but your equity run shows a different fill price, or
worse, does not show a fill at all, you can correct such mechanical
errors if you keep good records.
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #7 
2009-09-23 23:04

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
http://rapidshare.com/files/284090875/Bulkowski.rar.html

Coś od Thomasa Bulkowskiego:

- Broadening patterns;
- Gauging gaps;

Link aktywny przez 90 dni (max. 10 pobrań)
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #8 
2009-09-23 23:57

MargareT

Biała Podlaska
Postów: 33
Shouts: 6102
Coś dla kogoś kto sam rozlicza lub chciałby rozliczać PITy:

http://www.bankier.pl/inwestowanie/gielda/podatek_gieldowy/

:D

Post: #9 
2009-09-24 21:59

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Ciekawa książeczka do przeczytania za free:

http://www.elitetrader.com/tr/index.cfm

Co prawda nie jest po naszemu, ale warto się przeczytać choćby wstęp.
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #10 
2009-09-25 15:17

MargareT

Biała Podlaska
Postów: 33
Shouts: 6102
20 żelaznych zasad tradera

http://www.eioba.pl/a80953/20_zelaznych_zasad_tradera

:D

Post: #11 
2009-09-30 15:33

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997

Ja nie używam średnich ?

Najlepsi "analitycy" to Ci, od których czasem słyszę: "ja nie używam średnich". Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Każdy wskaźnik (może poza %R) działa na zasadzie uśredniania jakichś wartości. Nawet przeróżne formacje najlepiej widoczne są wtedy, gdy się mocno zmruży oczy i przekrzywi głowę, czyli "uśredni i założy transformatę". Zresztą teraz są już chyba dostępne różne średnie, które uwypuklają, czyszczą z szumu przeróżne wzorki (najprostsza to zig-zag, czy podobnie, ale równie profesjonalnie, lecz widziałem też inne wygibasy) - chyba, bo formacje to nie dla mnie. WSZYSTKO jest średnią.

W programach do analizy technicznej (a przynajmniej w ich darmowych, podstawowych wersjach), mamy dostępne "aż" dwie (z kilkudziesięciu możliwych), dwie najprostsze (SMA i EMA), jednak i tak, biorąc pod uwagę statystyczny poziom statystycznych umiejętności naszych statystyków, to za dużo. Ponieważ omawianie wzoru na średnią arytmetyczną byłoby obrazą naszej inteligencji, a omówienia głoszące, że "średnia czyści z szumu i wskazuje kierunek" oraz utrzymane w podobnym stylu: "mówię, co widzę - nie myślę, co mówię", staramy się mieć już za sobą, to do rzeczy:

Wyobraźmy sobie dwóch uczniów: Pierwszy z jakiegoś przedmiotu w dzienniku ma zapisane następujące oceny: 1, 2, 3, 4, 5, 6. Drugi dostawał kolejne stopnie: 6, 5, 4, 3, 2, 1. Ich średni poziom jest taki sam i mierzymy go dzięki (w naszym inwestorskim żargonie) SMA. Wynosi 3,5. Jednak nie ukazuje to "postępów w nauce", czyli kierunku, w jakim sytuacja się rozwija. To zbadamy np. dzięki EMA. Jednak im większy nacisk będziemy kłaść na "postępy" (kierunek), tym mniej wartość (wskazanie) EMA informować nas będzie o średnim (w potocznym, najczęstszym tego słowa rozumieniu) poziomie ucznia w semestrze. Przy SMA sytuacja wygląda odwrotnie: w ogóle nie mówi nam (w tym wypadku) o "kierunku", a więc wydawałoby się, że musi być świetna przy wyznaczaniu "wartości" właśnie. Niestety sprawa nie jest wcale tak oczywista, ale na razie powinno wystarczyć, że kierunek łatwiej wyznaczymy dzięki EMA, a wartość poprzez SMA - jeśli tylko takie do wyboru mamy.

No to teraz inny przykład - sportowy. Na przykład Champions League albo NBA (w każdym razie system: liga + play off). W trakcie spotkań ligowych (grupowych) waga każdego spotkania jest taka sama (dostaje się za nie taką samą ilość punktów). Kolejne szczeble, to coraz większa waga spotkań, aż do meczu decydującego, w dniu którego "dane poprzednie" nie mają już żadnego znaczenia i waga ostatniego spotkania równa jest 100%. Na chłopski rozum można by to przedstawić następująco: najpierw SMA, a potem EMA z biegnącym aż do jedności współczynnikiem. A jeżeli w tym momencie jakiś matematyk krzywi się niemiłosiernie, to błagam o wybaczenie. Staram się po prostu złapać kompromis pomiędzy rzeczywistością a oczywistością.

W almanachach wszelakich przeczytamy, że EMA jest "dokładniejsza, wygładza, jest szybsza i bardziej czuła" oraz inne określenia rodem z Kamasutry chyba. Tak jakby SMA zaczynała się gubić w którymś miejscu po przecinku, jakby EMA100 była szybsza od SMA5, lub jakby EMA w ogóle stosowała jakiś "okres" (wiem, wiem, tak się mówi, szkoda że bez zrozumienia). Wychodziłoby by na to, że wszystkie książki, wszystkie opracowania należy wyrzucić do kosza, a tylko głupiego Snake'a słuchać. No cóż, nic nie poradzę ... A Alexander Elder to może i jest doktorem, ale z psychiatrii, a nie z matematyki. Myślał, że jak zrobi "Low minus EMA", to Nobla dostanie, dopiero w urzędzie patentowym mu powiedzieli, że zwykłe copyrights w tym wypadku wystarczy. Z całym szacunkiem dla Eldera. Koniec dygresji.

Giełda. Większość wskaźników uśrednia (przelicza) otrzymywane dane według EMA. Nie wszystkie, ale chyba jednak większość. Tak robi np. RSI i MACD. Omówiony już wcześniej STS bierze jednak SMA. I jaki mamy tego efekt? Wartościom wyświetlanym przez STS możemy zaufać. Przebijanie określonych poziomów, np. 20 i 80 daje w miarę pewne sygnały. W przypadku MACD konkretna, dokładna wartość nie ma żadnego znaczenia - tu badamy kierunek zmian, więc też jest w porządku (bo bazujemy na EMA). A RSI? Jak bardzo byśmy chcieli, aby te 30/70 się sprawdzało, prawda? Byłoby cudownie. Niestety tak się nie da, a określone "poziomy" są bardzo niestałe i zmienne. Kierunku też nie za bardzo odczytamy, bo RSI w swoich zmianach podąża od razu za kursem. I tak jeden z najciekawszych pomysłów z dziedziny AT (czyli RSI) został praktycznie zmarnowany. Wystarczyło jednak, aby Wilder zaczął stawiać na badanie kierunku ruchu cen, i nagle ADX (będący rozbudową pierwotnej myśli) zaczął działać. Co prawda w tym wypadku znów musi się to dziać kosztem "wartości" i większość anali do końca świata łamać będzie sobie głowę, czemu ADX=20 rosnące to więcej niż ADX=20 opadające. Ale jakoś mi ich nie żal.

Jeśli kogoś powyższe przykłady nie przekonują, to dodaję ostatnie porównanie: MACD i Price Oscillator. POS jest wyrażany "procentowo", wartość ma tutaj znaczenie i jakoś jego twórca (musiał być mądrym człowiekiem) nie stosuje EMA, a starą dobrą SMA. A i MACD i POS działają na tej samej zasadzie: obliczają różnicę pomiędzy dwiema różnymi średnimi (szybką i wolną).

Zaryzykujmy jednak stwierdzenie, że za bardzo się nie mylę i napisana jest tu "prawda" i "tylko prawda". Niestety nie jest to "cała prawda". Podstawową wadą (i to dużą) przy SMA jest fakt, że bezwzględnie ucina, wyrzuca z pamięci dane, które w jej okresie się nie mieszczą. Ustawiając sobie np. SMA20 dla spółki z dziesięcioletnim stażem na GPW, zachowujemy się tak, jakby debiutowała ona miesiąc temu. Co było wcześniej, nas nie obchodzi. To bardzo poważny defekt i zniechęca on większość analityków do jej stosowania. I podobnie, tej poszukiwanej "wartości", o której tyle nawijam, też daleko do doskonałości. A ludziska kombinują różnymi metodami. Zainteresowanych odsyłam do dwóch różnych pomysłów (ale obu ciekawych w sensie kierunku poszukiwań): HMA pana Hulla i KAMA pana Kaufmana.

Ale większości inwestorów słowo "średnia" kojarzy się z tą falistą linią, którą uzyskamy, gdy na ISPAGu naciśniemy kwadracik z napisem "EMA5" lub "SMA15". No dobrze. Omawiamy.
SMA rośnie tylko wtedy, gdy ostatnia wartość (np. cena) jest od niej wyższa, a maleje tylko wtedy, gdy jest niższa. Tak więc siłą rzeczy SMA kierunek ukazuje. Według mnie gorzej niż EMA, ale jednak. Tak więc sygnały K i S płynące z przebijania tej średniej można uznać za prawdziwe. Nie we wszystkich średnich tak jest. Istnieją i takie, które mogą rosnąć jeszcze trochę po tym, jak kurs schodzi poniżej niej. W takich wypadkach "crossami" się nie pobawimy. Ale SMA może do tego służyć.
Teraz kwestia wygładzenia. Tak, SMA wygładza wahania, ponieważ jednak na każdą nową daną reaguje bardzo "ostro" i to dwukrotnie (przyjmuje najnowszą i wyrzuca najstarszą), to wygładzenie nie zawsze jest wystarczające.
W takim wypadku, dlaczego na programach do analizy technicznej mamy (teraz już się to zmienia, ale do niedawna tak właśnie to wyglądało) jedną "szybką" EMA (5) i aż trzy "wolniejsze" SMA (np. 15, 30 i 45)? Przecież SMA nie przechowuje całości danych, nie jest najlepsza do wyznaczenia kierunku, a i z wygładzeniem różnie bywa? Powodem jest tu jednak nie konstrukcja SMA, a EMA, a to chyba temat na inną rozprawę. W przyrodzie jest tak, że niby nic nie ginie, ale za to zawsze coś kosztem czegoś. I EMA też ma swoje wady, które dyskwalifikują ją przy swoich najszerszych okresach. I na razie tyle musi nam wystarczyć.

Do czego w miarę konkretnego doszliśmy? (wiem, wiem, według wszystkich na razie do niczego...) Otóż wiemy, że:
1. SMA jest lepsza do długich okresów (powolnych zmian) - na słowo, dowód będzie (może) przy omawianiu EMA;
2. SMA możemy w miarę zaufać, jeśli chodzi o "wartość", co będzie nam zawsze potrzebne np. przy ustalaniu, czy jest "drogo" czy już "tanio".
3. SMA ukazuje kierunek - nawet jeśli niezbyt dokładnie, to zawsze jednak coś.

Przy wielu decyzjach inwestycyjnych gracze zakładają sobie jakiś warunek wstępny, w stylu: "kurs musi przebić średnią 100-sesyjną". Przy tak szerokim okresie, zazwyczaj szerokim wtedy również horyzoncie, taka SMA nadaje się do tego bardzo dobrze. Oczywiście może to i być SMA96, bo magia liczb nie istnieje, ale chodzi o zasadę. Jeżeli nawet taka SMA100 bywa wsparciem, to wyłącznie z powodów psychologicznych: większość graczy nastawia SMA100 niż raczej SMA96. Jednak przy tak szerokim okresie może się zdarzyć, że kurs będzie parę razy przebijał określony poziom w obie strony. Potrzebne jest więc jakieś wygładzenie. Bierzemy kolejną średnią... i już mamy cross. Ale mamy też opóźnienie - i to podwójne, bo z obu średnich. Likwidujemy opóźnienie - jak? Śledzimy nie crossy, a to czy jest do nich bliżej, czy dalej - czyli po prostu obliczamy różnicę. I mamy MACD (w przypadku EMA, lub POS przy SMA). Ale okazuje się, że MACD też jest opóźniony, więc obliczamy kolejną różnicę od kolejnej średniej (sygnalnej) i mamy MACD histogram. I koniec końców mamy coś, co wysyła więcej fałszywych sygnałów niż prawdziwych - ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że wszystko jest średnią.
Średnia pozwala sobie wyrobić konsekwencję, czyli JEŻELI kupiłem, bo przebiło SMA100, to na pewno nie kupię nic co jest "pod setką". Średnie służą do crossów, czyli np. najpierw pozbywamy się szumu przez standardowe EMA5, a potem nakładamy to na jakąś dłuższą SMA. Średnie służą wreszcie do najprostszych "systemów" (tzw. wstęgi), gdzie najdłuższa z nich jest wsparciem, a dwie szybsze pozwalają nam ustalić sposoby wejścia i wyjścia. Ukazują kierunki, czasem pewne wartości, poziomy, dzięki którym znajdziemy jakiś punkt zaczepienia, którego będziemy się trzymać, od którego będziemy stosować obliczenia (jak np. we wstędze Bollingera). Byle byśmy wiedzieli, co obliczać chcemy.

A teraz to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli "która kreska ma przebić którą kreskę"?
Omówimy, a potem nadamy temu jaką fantastyczną nazwę, "krzyż śmierci", albo coś równie mocnego, zapożyczonego najlepiej od japońskich wróżbitów. Tak?

Nie.

Autor: Snake
Drobny retusz: DAPI

[url]dapikus.blogspot.com[/url]
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #12 
2009-10-02 13:50

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Trochę się ostatnio interesuję wielkością pozycji, więc podrzucam odpowiedni tekst jako przynętę do dalszych badań. Odsyłam do książki podanej na dole.

Ustalenie wielkość pozycji – jeden z elementów sukcesu

Tomasz Król

Odpowiedź na pytanie jak zarządzać kapitałem i jak ustalać wielkość pozycji, żeby stosunek zysku do ryzyka był optymalny jest jednym z najważniejszych elementów decydujących o powodzeniu w grze na giełdzie. Paradoksalnie, jednocześnie żaden aspekt inwestowania nie jest tak często niedoceniany.

Oczywiście odpowiedź nie jest jednoznaczna. Istnieje bowiem wiele metod zarządzania pozycjami – od najprostszych, jak model stałego ryzyka – po bardziej skomplikowane, wynikające ze zmienności kursów. Bardzo często pojęcie zarządzanie pozycjami znajduje swe miejsce przy zastosowaniu systemów transakcyjnych. Istotne jest pewne rozróżnienie pojęć. Istnieje bowiem zasadnicza różnica między wyznaczeniem linii stop, a wyznaczeniem wielkości pozycji. Poziomy obrony, służą do ograniczania ryzyka jakie przypada na poszczególny instrument finansowy. Nie ma w tym wypadku mowy o tym, jak dużą pozycję powinniśmy otworzyć lub zamknąć. Wielkość pozycji natomiast zasadniczo jest proporcjonalna do ilości kapitału. Im większym kapitałem dysponuje inwestor, tym większą pozycję zajmuje.

Niedoceniane zarządzanie pieniędzmi

Zarządzanie wielkością pozycji (position sizing) jest jednym z podstawowych elementów zarządzania pieniędzmi Generalnie zasady position sizing dotyczą podejmowania decyzji o wielkości zaangażowania pieniędzy w daną pozycję przez cały czas jej trwania. Badania przeprowadzone przez dr Van K. Tharpa pokazują, że od zasad zarządzania pieniędzmi zależy ponad 90% wyników inwestycyjnych każdego gracza. To pokazuje, jak duża jest waga tego problemu. Większość osób nie poświęca mu jednak zbyt wiele uwagi - zwłaszcza inwestorzy indywidualni. Nie mając często odpowiedniej ilości kapitału, całkowicie zaniedbują problem regulowania wielkości pozycji.
Dość często można usłyszeć głosy rozczarowanych inwestorów. Mówią oni na przykład, że w ciągu kilku miesięcy zarobili 200%, ale wkrótce potem stracili całość zysków i w tej chwili ponoszą już kilkudziesięcioprocentowe straty. Bardzo często wynika to ze zbyt małej ilości kapitału - w skutek tego inwestor nie jest w stanie zastosować odpowiedniej strategii w ustalaniu wielkości pozycji. A to już jest prosta droga do bankructwa.

Po co zarządzać wielkością pozycji

Po pierwsze, zarządzanie pieniędzmi (w tym zarządzanie wielkością pozycji) jest bodaj najważniejszym niepsychologicznym aspektem inwestowania. Czym jest zarządzanie pozycjami? Najkrócej mówiąc, prawidłowo skonstruowana strategia powinna odpowiadać na pytanie, jak dużą pozycję należy otworzyć na obranym przez inwestora rynku. Jednak to nie wszystko. Powinna określać również wielkość pozycji w czasie trwania transakcji.
Model zarządzania wielkością pozycji jest zatem dodatkowym czynnikiem, który inwestor powinien brać pod uwagę. Zawiera on w sobie dwa elementy. Są nimi wielkość kapitału oraz liczba pozycji otwartych w tym samym czasie. Jak pokazuje doświadczenie, przegrana w znacznej większości przypadków spowodowana jest również ryzykowaniem zbyt dużej części środków w stosunku do całego posiadanego kapitału. Szanse przegranej z tego powodu są wtedy bardzo duże.
Należy również zdawać sobie sprawę z konsekwencji złego zarządzania pozycjami. W tym celu wystarczy uświadomić sobie, o ile musi wzrosnąć kapitał aby odrobić różnej wielkości straty. Pięcioprocentowy ubytek kapitału wymaga zysku minimalnie większego – 5,3 procent. Jednak aby pokryć stratę wynoszącą 20 procent potrzebne jest osiągnięcie zysku w wysokości 25 procent. Oczywiście jeszcze gorzej wygląda sytuacja gracza tracącego 50 procent. Tutaj aby odrobić stratę, inwestor musi osiągnąć 100 procentowy zysk. Wniosek z tego spostrzeżenia wydaje się oczywisty. Nie warto dopuszczać do zbyt dużych strat. Inaczej szanse na odegranie się stają się minimalne.


Literatura:
Van K. Tharp, Giełda, wolność i pieniądze. Poradnik spekulanta, wyd. WIG-Press, 2000 r.

https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #13 
2009-10-02 18:07

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997

Znalezione na forum Parkietu:

"Największą przeszkodą w odnoszeniu sukcesów w spekulacji jest brak zrozumienia, że straty są częścią gry i że trzeba je zaakceptować. Idealny system nie istnieje. Jeśli spodziewasz się doskonałości, jeśli masz nadzieję, że istnieje idealna metoda - możesz spodziewać się porażki. Spekulacja jest podobna do gry w baseball. Gracz, który uderza piłkę trzy na dziesięć razy, jest bardzo dobrym graczem. Gracz trafiający piłkę cztery na dziesięć razy zarabia setki tysięcy dolarów. Pamiętaj, że na dzisięć razy nie trafia on sześć razy. Choć nie jest doskonałym graczem, znajduje się on w gronie najlepszych. Lepszych po prostu nie ma. Na szczęście nie musisz być doskonały by odnosić poważne sukcesy jako gracz giełdowy. Musisz być lepszy niż większość a to jest wystarczająco trudne."

Robert Kiyosaki - "Bogaty ojciec, biedny ojciec"

Gdy wiesz, że jesteś ignorantem w jakiejś dziedzinie, zacznij się edukować Czytelniku, znajdując eksperta zajmującego się tą sferą lub znajdując książkę traktującą o tym.

Edytowany 1 raz-y, ostatni raz: 2009-10-04 21:36:39
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #14 
2009-10-04 22:48

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Robert Kiyosaki - "Bogaty ojciec, biedny ojciec"

8. AKTYWA "KUPUJĄ" LUKSUSY. Potęga bycia skupionym. Dziecko znajomego nabyło brzydkiego nawyku "wypalania dziury" w swojej kieszeni. Mając tylko 16 lat zwyczajnie domagał się swojego samochodu. Wymówką było to, że rodzice wszystkich jego kolegów podarowali im samochody. Chciał on użyć swoich oszczędności jako zadatku. To był ten moment, gdy jego ojciec odwiedził mnie.

– Czy myślisz, że powinienem pozwolić mu na to? Czy raczej powinienem zrobić to, co zrobili inni rodzice i kupić mu samochód? – spytał.

– To może zdjąć z ciebie presję na krótki czas, ale czego go nauczysz w sensie długoterminowym? Czy możesz użyć tego pożądania posiadania samochodu i zainspirować swojego syna do nauczenia się czegoś?

Nagle ściemniło się i znajomy pospieszył do domu.
Dwa miesiące później znów go spotkałem.

– Czy twój syn dostał swój nowy samochód? – spytałem.

– Nie, jeszcze go nie ma. Ale dałem mu 3000 dolarów. Kazałem mu użyć tych pieniędzy, zamiast tych oszczędzonych na college.

– Hm, postąpiłeś bardzo hojnie.

– Niezupełnie. Pieniądze miały swój haczyk. Poszedłem za twoją radą, aby użyć jego pragnienia kupna samochodu w taki sposób, aby się czegoś nauczył.

– Jaki więc był ten haczyk?

– Najpierw zagraliśmy w twoją grę CASHFLOW. Graliśmy i długo dyskutowaliśmy o mądrym używaniu pieniędzy. Następnie wręczyłem mu subskrypcję Wall Street Journal i kilka książek o giełdzie papierów wartościowych.

–I co dalej? – spytałem.

– Powiedziałem mu, że te trzy tysiące jest jego, ale nie może ich użyć bezpośrednio na kupno samochodu. Może użyć na kupowanie i sprzedawanie akcji i znalezienie swojego maklera, a gdy zrobi 6000 dolarów używając tych 3000, pieniądze będą jego. Za 3000 będzie mógł kupić samochód, a reszta będzie wpłacona na fundację mającą pokryć jego college.

– Jakie więc są rezultaty?

– Cóż, poszczęściło mu się na początku inwestowania, ale stracił wszystko, co zarobił, w kilka dni później. Wtedy naprawdę zainteresował się. Gdy chodzi o bieżącą sytuację, mogę powiedzieć, że stracił 2000
dolarów, ale zyskał na zainteresowaniu. Przeczytał wszystkie książki, które mu kupiłem i teraz chodzi do biblioteki, aby przeczytać więcej. Z zawzięciem czyta Wall Street Journal, śledzi wskaźniki i ogląda CNBC zamiast MTV. Zostało mu tylko 1000 dolarów, ale jego zainteresowanie i nauka skoczyły pod niebiosa. Wie, że jeśli straci te pieniądze, będzie chodził pieszo przez następne dwa lata. Wygląda jednak na to, że go to nie martwi i jakby stracił zainteresowanie kupnem samochodu, gdyż znalazł grę, która dostarcza o wiele więcej zabawy.

– Co się stanie, jeśli straci wszystkie pieniądze? – spytałem.

– Hm, przyszłość okaże. Wolałbym, aby teraz stracił wszystko, aniżeli miałby czekać do czasu, gdy osiągnie nasz wiek i wtedy ryzykował stratę wszystkiego. Poza tym, jest to najlepiej wydane 3000 dolarów z pieniędzy, które kiedykolwiek przeznaczyłem na jego edukację. To, czego się teraz nauczy, zaowocuje mu przez resztę życia, a wygląda na to, że rozwinął w sobie respekt do potęgi pieniądza. Myślę, że przestał "wypalać dziury" w swojej kieszeni.
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #15 
2009-10-05 08:51

MargareT

Biała Podlaska
Postów: 33
Shouts: 6102
Ta książka jest tak dobra, że powinieneś całą zacytować

Post: #16 
2009-10-12 15:44

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Kolejny odpływ oszczędności z mBanku.
Styczeń 15th, 2009 2 comments

W ubiegłą niedzielę 11 stycznia był ostatni dzień promocji Open Finance na 5miesięczną lokatę 10%. Pisałem we wcześniejszych postach, że na początku stycznia przelałem 1104zł na tą lokatę. Ostatniego dnia promocji Open Finance coś mnie ugryzło i stwierdziłem, że założę jeszcze jedną tego typu lokatę. Doszedłem do wniosku, że na rachunku maklerskim będę potrzebował około 1200-1500zł, więc lepiej teraz skorzystać z promocji i opróżnić czym prędzej 5% emax+.

Niecałe półtora miesiąca temu zaoszczędziłem około 600zł na pewnym zakupie i doszedłem do wniosku, że oszczędność nie byłaby oszczędnością gdybym tych pieniędzy nie odłożył. W ten oto sposób przelałem dzisiaj 642 zł z emax+ dodałem do tego 600zł swoich oszczędności i przelałem je na drugą lokatę 10%. Aktualnie w Open Finance znajduje się 2346zł oprocentowane na 10% w skali roku. Pierwsza lokata wygaśnie 5 czerwca, druga w okolicach 16-18 czerwca. Na obu transakcjach zarobię wg moich obliczeń ok. 80zł.

Każdego dnia na forach inwestycyjnych widać coraz lepiej, że nie tylko ja staram się przelać swoje oszczędności z “obciętego” emax+ na coś bardziej rentownego. Na emax+ zostało 1084zł, które z dniem zaliczenia sesji egzaminacyjnej zostaną przelane na rachunek maklerski w ing securities (gdzie posiadam konto studenckie “Młody Lew” ). eMax+ od tego momentu będzie buforem na wydatki “extra”.

Całe moje oszczędności ze względu na zastrzyk 600zł wzrosły o 21% z 2836zł do 3430zł.

Jak zaznaczałem we wpisie “Rachunek zysków i strat“ zamierzam co miesiąc odkładać przynajmniej 250zł z powodu rzucenia papierosów. Osobom nigdy niepalącym proponuję odkładać 250zł z powodu niepalenia – każdy argument jest dobry żeby oszczędzać. Jeśli uda mi się na jakimś zakupie zaoszczędzić, zachowaną w portfelu różnicę pieniędzy będę również odkładał na konto.

Z rozmów z moimi znajomymi wynika, że oszczędzanie w Polsce kojarzy się z biedą. Może kiedyś się to zmieni. Póki co statystyki sprzyjają nam, oszczędzającym – w końcu z tego co pamiętam, należę do 5% osób, które mają własne oszczędności, reszta konsumuje na bieżąco wszystkie środki lub żyje na kredyt.

Jeśli chcesz zacząć inwestować lub oszczędzać, zacznij robić te dwie rzeczy na raz! Jeśli posiadasz jakieś długi – spłać je, a następnie wyrób sobie nawyk oszczędzania niedużych kwot pieniężnych. Możesz zacząć od 50zł oszczędzanych co tydzień.

Im wcześniej zaczniesz swoją ekonomiczna edukację, tym bardziej będziesz bogaty na starsze lata. Biorąc pod uwagę nasz państwowy system emerytalny (dziurawy ZUS i wtapiające na giełdzie OFE) warto już teraz zacząć zastanawiać się nad swoją przyszłością. Jeśli nawet wizja siebie na emeryturze jest za bardzo odległa, pomyśl o tym, że po studiach (lub jeśli nie jesteś studentem) prędzej czy później na pewno będziesz potrzebować kapitału. Czy to będą pieniądze na start, czy na otwarcie swojego własnego biznesu, czy może na swój wkład własny do kredytu hipotecznego na wymarzone mieszkanie.

Śpieszmy się oszczędzać pieniądze. Tak szybko się rozchodzą!

student.inwestujący.pl
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #17 
2009-10-14 22:26

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Przytoczę teraz fragment postu, który został zamieszczony na jednym z blogów oraz moją odpowiedź na niego. Nie chodzi o to, że się chwalę, czy coś w tym stylu, ale uważam, że kwestia jest ważna i warto ją tu zamieścić.

Dobre rady dla inwestorów, II

Autor: Bartek | środa, 14 paź 2009 @ 7:58 (Finanse)
Tagi: długi termin, prawdopodobieństwo, system inwestycyjny, trading

Dziś dalszy ciąg podsumowania wywiadu z Markiem Douglasem o zarabianiu na giełdzie w długim terminie.
Myślenie w kategoriach prawdopodobieństwa

Przypuśćmy, że mamy monetę, która jest wyważona nierównomiernie. Orzełki wypadają w 70% przypadków, reszki w 30% przypadków. Znając rozkład prawdopodobieństwa, wiemy czego się spodziewać w dłuższym terminie. Wiemy, że po 1000 rzutach taką monetą orzeł wypadnie w przybliżeniu w 700 rzutach, reszka w 300 rzutach. “W przybliżeniu” oznacza, że orzeł może przykładowo wypaść w 650 rzutach, reszka w 350 rzutach. Tego nie jesteśmy w stanie dokładnie określić.

Nie jesteśmy także w stanie określić jaki będzie wynik kolejnego rzutu monetą. Znamy długoterminowy wynik, nie jesteśmy jednak w stanie określić co wypadnie za chwilę, czy w najbliższych 5 rzutach monetą. Równie dobrze może to być orzeł, co i reszka. Wiemy tylko, że jest trochę większa szansa na wypadnięcie orła.

Tak samo jest z tradingiem. Znając skuteczność systemu, opartą na danych historycznych, jesteśmy w stanie przewidzieć w przybliżeniu długoterminowy wynik. Nie mamy możliwości określić, czy ta kolejna transakcja będzie zyskowna czy stratna.

A to jest przecież to, co wiele osób grających na giełdzie próbuje zrobić. Inwestor widzi formację, która wielokrotnie w przeszłości dawała duże zyski. Czeka z zapałem na sygnał systemu. Sygnał oczywiście się pojawia, inwestor zajmuje pozycję i jest pewny, że znowu zarobi mnóstwo pieniędzy. Już w myślach wydaje jeszcze niezarobione pieniądze, podczas gdy sytuacja na rynku się zmienia i inwestor jest zmuszony zamknąć pozycję ze stratą. Takie sytuacje często rodzą frustrację i zniecierpliwienie inwestora. Przestaje się 0n skupiać na grze, zamiast tego emocjonuje się wynikami kolejnych transakcji, co negatywnie wpływa na skuteczność działań.

Zapamiętaj – trading, transakcje dokonywane przy pomocy systemu inwestycyjnego, nie mają nic wspólnego z posiadaniem bądź nieposiadaniem racji. Jest to po prostu gra oparta na prawdopodobieństwie. Musisz być w stanie dokonać każdej transakcji, którą wskaże system, ponieważ nie wiesz kiedy ani nie znasz kolejności w jakiej się pojawią transakcje wygrywające.
Trenuj psychikę

Wcale nie musisz mieć 70% transakcji wygrywających by zarabiać w długim terminie. Ba, Twój system nawet nie musi mieć trafności na poziomie 50%. Niektórzy profesjonalni traderzy posługują się systemem, który ma trafność 5% (!), a w długim terminie wygrywają. Mają tak dostosowaną strategię zarządzania pieniędzmi i dopuszczalny poziom ryzyka, że 95% stratnych transakcji nie grozi wyczyszczeniem ich rachunków. Te pozostałe 5% transakcji jest na tyle zyskownych, że pokrywa straty z nawiązką.

Co jest niezbędne, aby grać takim systemem? Przede wszystkim odporność psychiczna. Mało który człowiek bez żadnej praktyki będzie w stanie grać takim systemem. Mimo że przeglądając wyniki historyczne tego systemu widzi on, że w dłuższym terminie system całkiem dobrze zarabia, brak przygotowania psychicznego i długie serie stratnych transakcji takiego niewprawnego inwestora z pewnością wykończy.

Niezmiernie ważne jest odpowiednie nastawienie psychiczne i zaufanie do swojego systemu. Nie można myśleć o tym, czy kolejna transakcja będzie zyskowna czy nie, a jeśli będzie zyskowna to ile zarobię. Mając takie oczekiwania wobec transakcji wpędzamy się w stres i zaczynamy mieć wątpliwości, czy aby na pewno system dobrze nam wskazał pozycję. Zaczynamy wyłapywać różne informacje z rynku, które potwierdzają nasze wątpliwości, przez co pogłębiamy nasz stan niepewności. W naturalny sposób nasz umysł równocześnie ignoruje informacje które wskazują, że nie mamy racji.

kuzniasukcesu.net



I moja odpowiedź:

No to znów czas trochę skomplikować sprawę

Wspomniałeś o systemie, który zarabia tylko w 5% przypadków. Nie wiem, skąd takie info, ale moim zdaniem bardzo ciężko sprawić, aby system o takiej skuteczności był zyskowny.

Jeden z autorów, których zdarzyło mi się niedawno czytać przytaczał sposób na obliczenie ryzyka bankructwa. Niestety nie pamiętam autora ani dokładnego sposobu liczenia, ale mam nadzieję, że uda mi się oddać samą istotę zagadnienia.

5% skuteczność. Zatem najgorszy scenariusz to taki, w którym 95 transakcji z rzędu przynosi straty, a pozostałe 5 zyski. Załóżmy, że dysponujemy kwotą 10 000 zł, a w każdej transakcji ryzykujemy 2% wartości portfela (wartość zalecana przez van Tharpa). Policzmy:

10 000*(1-(2/100))^95 = 1 467,15

Zatem po 95 stratnych transakcjach zostaje nam 1467 zł. Zakładamy teraz, że mamy 5 zyskownych transakcji po 45% zysku:

1467*(1+(45/100))^5 = 9404 zł.

Zatem nasz "worst case scenario" jest taki, że system nie przyniósł zysków. Musimy zmniejszyć wartość ryzykowanego kapitału poniżej 2% lub zapewnić sobie większy zysk z dobrych transakcji.

No ale ktoś zaraz powie, że to mało prawdopodobne, żeby tracić 95 razy z rzędu. To policzymy inaczej. Założymy, że mamy 19 transakcji stratnych i jedną zyskowną. Wartości te same, czyli 2% i 45%:

((10000*(1-(2/100))^19)*1,45)^5 = 9 404 zł.

Czyli znów straciliśmy (a przecież nie uwzględniłem prowizji i slippage).

No ale ktoś powie, że wcale nie musi się tak stać, że będziemy mieli straty na początku. To zakładamy, że na początek mamy 5 transakcji po 45% zysku, a później 95 po 2% straty. Oto, co nam wychodzi:

(10000*(1+(45/100))^5)*((1-(2/100))^95) = 9 404 zł.

Zatem widzimy, że dla przyjętych kryteriów (ryzyko 2% portfela, 5% transakcji zarabia, średni zysk 45%) system ten nie jest efektywny. Pominąłem przy obliczeniach prowizje i slippage.


Ale moim celem nie było tu liczenie efektywności systemu (na zupełnie dowolnych wartościach), ale pokazanie, że musimy oszacować ryzyko bankructwa. Musimy założyć, że może nam się zdarzyć długa seria stratnych transakcji (tu ma znaczenie odsetek transakcji zyskownych), która znacznie uszczupli nasz kapitał, przez co nawet wyjście na 0 będzie dużym wyzwaniem.

Przepraszam, za przydługi post, ale wydaje mi się, że kwestia ma fundamentalne znaczenie dla naszych pieniędzy.

Edytowany 1 raz-y, ostatni raz: 2009-10-14 22:28:45
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #18 
2009-10-17 17:18

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Szkolenie GPW i DM BOS na temat: "Analiza techniczna kontraktów terminowych"

http://www.infoengine.pl/index.php?s=pliki&id=634&lang=pl
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #19 
2009-10-18 10:56

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Feynman o spekulacji

Podczas mojego pierwszego pobytu w Las Vegas postanowiłem obliczyć szanse wygranej i wyszło mi, że przy grze w kości szanse wynoszą mniej więcej 0.493. Jeżeli postawię dolara, będzie mnie to kosztować tylko 1,4 centa. Więc pomyślałem sobie: ?czemu się tak boję zagrać? To prawie nic nie kosztuje!?
Zacząłem więc stawiać i natychmiast przegrałem pięć dolarów pod rząd - jeden, dwa, trzy, cztery, pięć. Miałem stracić tylko siedem centów, a byłem pięć dolarów do tyłu! Od tej pory już nigdy nie grałem (to znaczy własnymi pieniędzmi). Miałem dużo szczęścia, że zacząłem od przegranej


Ta wypowiedź Richarda Feynmana, z jego autobiografii "Pan raczy żartować, panie Feynman!", kończy się zdaniem, które często powtarzam uczestnikom moich szkoleń. Najlepsze co może zdarzyć się początkującemu inwestorowi/spekulantowi/graczowi to na giełdzie to strata. Wówczas nabiera on dystansu do swoich umiejętności i albo robi to co Feynman - wycofuje się z gry. Albo uznaje (jak pewien mój znajomy), że skoro tak łatwo się traci, to musi istnieć sposób, żeby zarabiać i całą swoja energię wykorzystuje na poznanie najważniejszych zasad.
Najgorszy dla początkującego jest zysk. O ten zaś bardzo łatwo w czasie hossy. Bez względu na to, jak bardzo racjonalne czy nieracjonalne były przesłanki podjęcia decyzji o kupnie akcji, taki młody wilk, jeśli zarobi jest przekonany o swoich genialnych umiejętnościach.
I nie ważne, że decyzje podjął na imieninach u babci, po opowieściach podchmielonego wujka. To ON wybrał tę spółkę. Stąd już najlepsza droga ku przepaści. Gdy hossa się przedłuża, zyski są wciąż łatwe i rośnie uzależnienie oraz ego. Podczas strat nasz inwestor nie wierzy w to co się dzieje. Oskarża czynniki zewnętrzne za swoje niepowodzenia (głupie rekomendacje, głupie spółki publikujące głupie wyniki, głupich innych inwestorów, którzy sprzedają jego akcje dołując ich ceny i innych ONYCH). A straty rosną.
Trudno jednak się wyrwać z marzeń i złudzeń o łatwych zyskach. Tym trudniejsze to jest, im dłużej trwała hossa.

Zwrócę jeszcze uwagę na jedno zdanie z wypowiedzi Feynmana - to z nawiasu. Tu jest meritum całego biznesu związanego z zarządzaniem cudzymi pieniędzmi. Ryzyko tej działalności znajduje się zupełnie w innym miejscu

PS. Trochę inaczej (szybciej) opisana ścieżka przebiega na rynku kontraktów terminowych. Ponieważ pieniądze traci się tu znacznie szybciej (ze względu na efekt dźwigni), do inwestora szybciej dociera, że nie ma łatwych pieniędzy.

Grzegorz Zalewski
blogi.bossa.pl
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

Post: #20 
2009-10-19 23:32

topola

Tańczący z wykresami
Warszawa
Postów: 512
Shouts: 27997
Może to kogoś zainspiruje do poszukiwań i myślenia :D



http://img9.imageshack.us/img9/5246/clipboard01ts.jpg

źródło: Grzegorz Zalewski "Kontrakty terminowe w praktyce"


Edytowany 4 raz-y, ostatni raz: 2017-01-15 17:58:47
https://humanista-na-gieldzie.blogspot.com

GPWŚwiatWaluty
Analizy
» Korekta wartości portfela po braku...(4)
» Polimex(0)
» InsiderFX.pl | nowy serwis informacyjno -...(57)
» Wykorzystanie średnich ruchomych(1)
» ASBIS(34)
Forum
» CANNABIS POLAND SA [0]
» Inwestowanie [1]
» KRUK [1]
» Gra - dywidendy 2014 [10]
» Gra profesorka [1]
» split Selvity [do adminów] [0]
» Lotos [2]
» Sprzedaz spolek blad gry [6]
» prosba o dodanie [5]
» do admina [2]
Blogi - najnowsze wpisy
»thomasoo: Kozak podbija giełde XDD
»gra: Dni bez sesji 2016
»sygnaly-at: Jeden wykres zastępuje 1000 słów - MSW
»sygnaly-at: Strategia "jednej kreski" chroni nas przed zakupami - EEX
»sygnaly-at: Jeden wykres zastępuje 1000 słów - EEX /3/ - Aktualizacja
Online: 31
24h: 1152
Wygenerowano w: 0.191 sekundy,  użyto: 12 zapytań.
Dane giełdowe dostarcza Statica. Notowania w czasie rzeczywistym: www.statica.pl
Kursy FOREX, surowce oraz indeksy giełdowe dostarcza Pipser.pl. Notowania w czasie rzeczywistym: www.pipser.pl