Logowanie
Login/Email
Hasło
Zapamiętaj mnie

Zobacz demo

Zamknij
Wybierz Spółkę:
NajnowszeO SpółkachAnalizyGiełdaGospodarkaGraOffTopicGry
Makroekonomia na Grze Giełgdowej
Wyświetleń: 11411. Obserwuje: 15 osób.
Post: #1 
2010-10-24 18:43

Usunięty

Postów: 0
Shouts: 0
Witam,

Chciałbym w tym temacie poruszać sprawy, które są albo pomijane przez media, lub kompletnie traktowane jako groteskowe lub kabaretowe. Oczywiście, chciałbym by spora większość miała pojęcie "co z czym się je w makroekonomii" oraz zobaczyć argumenty stron przeciwnych do tego co będę tutaj przedstawiał.

Wszystko co będę przedstawiał jest moim subiektywnym podejściem do spraw makroekonomii. Każdy ma swoje odczucia co jest źle w gospodarce, a także popiera to co się dzieje lub ma się stać. Teorii w makroekonomii jest sporo, dlatego proszę wszystkich niezgadzających się oraz tych popierających o wypowiedzi. Chciałbym jednak zobaczyć argumentację szczególnie, bo na tym powinna polegać debata o sprawach gospodarczych.

Przejdźmy do tematu, będę nazywał to Wykładami, coś podobnego co na uczelni jest powszechne, tylko tam chodzi jak zwykle mało ludzi...


Wykład 1 PŁACA MINIMALNA

Płaca minimalna ma niby chronić zatrudnienie, oraz stymulować gospodarkę. W moim przekonaniu jest to totalnie błędne podejście. To jest jeden z czynników, który moim zdaniem może w pewnych warunkach ekonomicznych powodować tak zwaną stagflację. Stagflacja jest czymś bardzo złym, co powoduje wpadnięcie w pewien krąg zdarzeń. Polega to na tym, że inflacja oraz bezrobocie rosną. Polityka pieniężna nie jest w stanie zareagować odpowiednio na tak zaistniałą sytuację. Powód jest prosty, jak obniżymy stopy procentowe, to zwiększamy inflację, czyli niby pomagamy tym co nie mają pracy. Efekt końcowy jest taki, że luźna polityka pieniężna powoduje w efekcie dalszy wzrost bezrobocia, ponieważ istnieją systemy socjalne wspierające bezrobotnych. Czyli koszty zatrudnienia rosną niewspółmiernie do zabezpieczeń socjalnych. Efektem tego jest zatrudnianie ludzi "na czarno" lub porzucenie zatrudnienia. Jeżeli podwyższymy stopy procentowe to zdusimy inflację, ale dalej bezrobocie będzie rosło. Nikomu nie będzie opłacało się zatrudniać nowych pracowników, co gorsza może nastąpić zwalnianie dotychczasowych kadr.

Poniżej przedstawię argumenty, dlaczego uważam płacę minimalną za coś kompletnie złego. Następnie postaram się odnieść do argumentów, które przedstawię.


ARGUMENTY PRZECIW PŁACY MINIMALNEJ

1. Płaca minimalna powoduje zatrudnianie "na czarno" (ten argument był wyjaśniony we wstępie)
2. Wynagrodzenie powinno być adekwatne do efektywności pracy a nie do czasu pracy
3. Wiele prac zostało zlikwidowanych poprzez płacę minimalną, co tworzy brak możliwości podjęcia PIERWSZEJ PRACY
4. Związki zawodowe są za utrzymaniem płacy minimalnej oraz jej podwyższaniu, bo to chroni ich stanowiska pracy
5. Podwyższanie płacy minimalnej powoduje większy koszt zatrudnienia pracownika o takiej stawce przez pracodawcę

Ad.2
Jedynie praca powinna być nagradzana wypłatą, a nie sztuczne decyzje, że po zatrudnieniu należy się komuś dana kwota pomijając, że nie musi robić nic. Czyli z urzędu ma zagwarantowane pobory, które pracodawca musi zapłacić. Szczerze, to chciałbym przy istnieniu płacy minimalnej, by ustalono produkcję minimalną, sprzedaż minimalną dla każdego przedsiębiorcy. Efektem niewykonania powinna być dopłata Państwa (czyli podatków). Oczywiście o tej produkcji i sprzedaży napisałem bardzo optymistycznie, ale skoro mamy płace minimalne to dlaczego nie wprowadzić dwóch powyższych ? Przecież powinno się traktować ludzi równo...

Ad.3
Płaca minimalna popiera poniekąd ludzi znających się w danej branży. Osobiście w to powątpiewam, ponieważ jak chcę zatrudnić pracownika legalnie, to muszę mu zapłacić w umowie o pracę 1317 zł brutto, odprowadzić ZUS, PIT4 i inne koszty związane z firmą. Dlatego dzisiaj na stacjach benzynowych bardzo rzadko spotyka się ludzi nalewających paliwo. Oczywiście są tacy, ale dlaczego to nie są ludzie w wieku 12 lat czy wyżej (max 20 lat). Czyżby wszyscy w wieku produkcyjnym mieli pracę ? Czy wszyscy zarabiają brutto 1317 zł ? Tak nie jest... W USA płaca minimalna jak i w Polsce zniszczyła sektory gospodarki, w których ludzie mogli podjąć swoją 1 pracę i zarobić jakiekolwiek pieniądze. Kiedyś w USA młodzi chłopcy nalewali paliwo, myli szyby przyjeżdżającym konsumentom ich usług. Zarabiali za to pieniądze. Co ważniejsze, to każda stacja benzynowa wtedy miała swoich mechaników i zakład naprawczy. Ci młodzi ludzie oprócz mycia szyb i nalewania benzyny nauczyli się reperować auta od ludzi znających swoją pracę oraz pracujących w tym zawodzie przez np. 20 lat. To pozwalało im w przyszłości założyć własny warsztat napraw, oraz własną stację benzynową. Jednak wtedy płacy minimalnej nie było...

Ad.4
Związki zawodowe są głównym medium za utrzymaniem płacy minimalnej. Popatrzmy na to z pozycji pracownika fizycznego. Bardzo fajnie, że władze mojego związku walczą o wyższą moją płacę minimalną.Utrzymują moje miejsce pracy, a Państwo za to musi zapłacić. Wszystko pięknie... Tylko jak uważam, to tak zwane Państwo, to są mali przedsiębiorcy, czyli ludzie, którzy głównie płacą podatki. Czyli każdy mały przedsiębiorca musi płacić haracz( bo ciężko to inaczej nazwać) na rzecz Państwa by żyło się lepiej. Niestety lepiej tym co nie pracują na własny rachunek... Oczywiście płaca minimalna nie chroni tych co tak pieją o podwyższeniu płacy minimalnej (przecież prezesi związków nie zarabiają 1317 zł brutto).

Ad.5
To zawarłem w odpowiedzi na 4 pytanie, jednak, podwyższenie płacy minimalnej podniesie wydatki na ZUS każdego przedsiębiorcy o jak się nie mylę 20 zł na zatrudnionego. Niby to nie jest dużo, ale policzmy... W roku 2011 płaca minimalna na być wyższa, nie podaję kwoty, bo mimo jakiejś decyzji Pana Vincenta, to do dziś nie wiadomo jaka będzie płaca minimalna. Bardzo ciekawie, mamy koniec października. Co oprócz tego jeszcze chcą nam zaproponować ? Powtórzę, jedną rzecz, jak ktoś podwyższa płacę minimalną ( dla mnie to nie powinno tego być), to szuka kasy u tych co pracują i daje kasę tym co uważają, że zasiłek daje mi kasę oraz praca na czarno potem.

Tak to wpływa płaca minimalna w Naszej Najjaśniejszej Rzeczpospolitej.

Pozdrawiam

Abramis

Post: #2 
2010-10-25 21:24

qube

Universe
Postów: 435
Shouts: 47596
Będzie tego więcej???
bo jest napisane b. fajnie
i dobrze tłumaczysz poszczególne zależności...
więc ogólnie gratki i czekam na wiecej
Qube
Całość to coś więcej niż suma części...
https://qube19.blogspot.com/

Post: #3 
2010-11-06 20:06

Usunięty

Postów: 0
Shouts: 0
WYKŁAD 2 Czym jest pieniądz ?

Miało być o podatkach, ale może zacznijmy od tego czym jest pieniądz.
Pieniądz istniał od tysięcy lat, czy to była wymiana barterowa (towar za towar) czy też jak dziś towar za pieniądz, to ten system istniał od wielu lat. Ekonomia, to nie jest nowa nauka typowo teoretyczna, ona istnieje od tysięcy lat, tylko nie miała jak do dziś wymiaru tak bardzo międzynarodowego.
Przejdźmy do sedna sprawy, pieniądz to jest tylko środek umożliwiający towarów lub towaru za pieniądz. Jest owszem możliwość przy barterze zapłaty dodatkowej za towar w formie pieniądza.
Sam pieniądz w sobie nie jest nic wart. To jest papier, który uważają w danym kraju za coś co jest warte danej rzeczy. Mamy np. pierścionek złoty z brylantami, ktoś przychodzi do sklepu i chce go kupić, na nim widnieje np. cena 1000 zł. Czyli ktoś chce zapłacić 1000 zł w nominale kraju w jakim się znajduje tę cenę za ten pierścionek. Sprzedający akceptuje cenę wystawioną przez siebie jako cenę wartą jego osiągnięć, czy też kupna. Jeżeli obie strony zgodzą się, że ten pierścionek jest wart 1000 zł to dochodzi do transakcji (pomijam fakty negocjacji, bo to nie ekonomia). Czyli obie strony dochodzą do wniosku, że dana rzecz jest warta ten 1000 zł. Czyli to jest środek wymiany a nie jak wielu twierdzi chęć posiadania pieniądza. Dlaczego posiadanie waluty jest bezcelowe to postaram się przedstawić w poniższym wykładzie.
1. Dane Państwo kontroluje, czy pieniądz jest akceptowany w danym kraju czy nie.
2. Jedynie Państwo ma możliwość dodruku własnej waluty oraz posiada na to wyłączność.
3. Pieniądz jest bogactwem.

Ad.1
Nie oszukujmy się, Państwo ma wyłączność na walutę w danym kraju. Unia Europejska chce wymusić dziś, by waluta była wspólna i ustalany kurs był wspólnie. Czyli rozmawiamy o walucie Euro.
Swego czasu Hiszpania za swoich największych podbojów, ustaliła, że waluta będzie bita w złocie, czyli parytet złota poniekąd. Jednak po podbiciu Ameryki Południowej zasoby złota zwiększyły się tak znacząco, że spowodowały w tym kraju ogromną inflację. Napływ nowego złota spowodował konieczność bicia nowych monet. Jak wiadomo, Hiszpania nie przegrała swoich kolonii poprzez walkę, tylko poprzez bunty w tychże koloniach. Do tego doprowadziła inflacja.
Tak samo dziś mamy do czynienia z walutą, która powoduje inflację, która jest tak naprawdę wymysłem wielu socjalistów. Sporym powodem w inflacji ma płaca minimalna, którą wyjaśniałem w 1 WYKŁADZIE. Ale nie o płacach teraz a pieniądzu. Ja bym się zapytał po co nam silna waluta, o której bębnią wszyscy (wszyscy mocno zadłużeni) ? Wynik jest prosty, skoro nasza waluta będzie tak droga, to taniej będzie nam importować towary, ale co w tym momencie z eksportem i przemysłem ? No niestety przestanie istnieć. Produkcja u nas będzie tak droga, że będzie opłacać się będzie import i wymiana waluty na tańszą. Czy firmy eksportujące i importujące mają wpływ na wartość waluty ? Niestety nie, bo to nie rynek producentów komponentów i produktów końcowych ustala ceny waluty a Państwo swoimi mackami podatkowymi kontroluje wartość pieniądza.

Ad.2
Państwo jest jedynym emitentem pieniądza na rynek polski. Taki jest zapis w Konstytucji RP. Ale odnieśmy to także do innych krajów. Tam jest praktycznie tak samo… Przyjmijmy USA, które od 30 lat drukuje dolara, bo nie jest w stanie poradzić sobie z konkurencją z innych krajów. Problem konkurencji owszem kiedyś wynikał z poziomu waluty, ale od 10 lat jest inny… Wynika z braku produkcji, co jest w dużej mierze spowodowany eksportem produkcji do Chin, jak i polityki monetarnej na świat. Czyli wszyscy kupujmy dolara, bo jest najbezpieczniejszy i wartościowy. Dziś, to bym w to wątpił. Jak ktoś ma opanowaną matematykę, to policzy ile dodrukowano dolara od kryzysu lat 70-tych do dziś. Dla mnie to wykładniczo rosło, a co gorsze nie przestaje.
Ale co powoduje dodruk pieniądza. Powoduje bardzo prostą rzecz, spada siła nabywcza ludzi. Niby mamy więcej pieniędzy w portfelu, ale w efekcie możemy kupić o wiele mniej. To jest kolejny czynnik powodujący stagflację, jak ktoś czytał WYKŁAD 1 to wie o czym piszę. Powoduje to także, straty dla emerytów, bo pieniądze, które dostają są o wiele mniej warte.
Wydaje się, że napisałem sprzeczności, bo złoto jako zabezpieczenie było złem dla Hiszpanii, a dodruk pieniądza powoduje inflację, to niby o co oprzeć walutę ? Rozwiązanie jest proste, o produkcję i zatrudnienie ludzi. Tak samo jak powyżej odniosę się do WYKŁADU 1, że płaca minimalna powoduje podwyższenie kosztów (to jeden z czynników), ale i wartość waluty także. Skoro nasza waluta ma być silna, to komu mamy sprzedać nasze towary za granicą, skoro wszystkie inne będą tańsze ? Czyli importerzy przy naszej silnej walucie sprowadzą towary z krajów o słabszej walucie, które będą tańsze. Ucierpią nasi producenci, którzy zwolnią pracowników, czyli zwiększą bezrobocie, przez co chwilowo odzyskamy normalizację, ale hey… mamy urzędników, to dostaniemy nowe podatki. Przypomina mi się Krzywa Laffera (pomijam jak Peter Schiff elegancko zjechał jego argumenty o załamaniu w 2007 roku) i jak wyższe podatki „stymulują” wzrost gospodarczy.
Oczywiście nie można drukować pieniądza bez konsekwencji i w przeświadczeniu, że eksportując politykę monetarną, to można ulżyć sobie. To odbije się ogromną czkawką przez lata.
Posłuchajcie w tej konwersacji Forbes’a. Na początku szczególnie, potem to też mówi o rzeczach szczególnie zainteresowanych socjalem, na końcu jest Peter Schiff .
http://www.youtube.com/watch?v=JGdj3Gx4A8w&feature=related

Ad.3
Pieniądz nigdy nie był i nie będzie bogactwem. Jak wcześniej wspomniałem, to jest środek wymiany. Skoro Państwo posiada monopol na pieniądz, to może z nim zrobić co chce, to najlepiej go dodrukować jak są problemy.
Bogactwem jest posiadanie za pośrednictwem pieniądza wartości trwałych, czyli takich które są naprawialne i użyteczne w długim okresie. Każdy dodruk powoduje nasze uszczuplenie dochodów. Przychody mamy niby większe. Oczywiście istnieje ryzyko w obecnym świecie ekonomicznym, przy zakupie dóbr trwałych. Tracą one na wartości, w wielu przypadkach zbyt dużo, dlatego na dziś dobra szybko zbywalne są tak inflacyjne (podnoszenie cen), że nasze dochody nie idą w parze (przychody owszem).
Dlatego politycy wmawiają nam, że wartością jest pieniądz. Tak samo wmawiają nam, że silna waluta jest lepsza. Oczywiście jest lepsza, ale jak waluta to nie jest jedyny czynnik, a coś takiego jak deflacja. Do tego tematu przejdziemy w WYKŁADZIE 3.


Dodano 2010-11-06 20:08
WYKŁAD 3 Inflacja czy Deflacja ?

Przez długi czas byłem wyznawcą systemu inflacyjnego. Jak ktoś skrupulatnie przeczyta moje WYKŁADY, to zauważy tam błędy typowo metodologiczne, do tego co napisałem w wykładach a często pisze na stoucie Gry Giełdowej. I tutaj ma rację, bo po wielu własnych przemyśleniach oraz wyliczeniach doszedłem do wniosku, że deflacja jest lepsza i o wiele bardziej zdrowa. Tutaj nie będę jak zwykle punktowo dawał pewnych założeń, ale w poszczególnych akapitach postaram się pewne rzeczy wytłumaczyć, a także podać własne przykłady.
Będę opierał się na artykule Joerg Guido Huelsmann’a „Deflacja: największe mity”. Akapity, które postaram się omówić są oparte na artykule.
To mnie natknęło do przemyślenia tego co sam myślałem przez kilka lat i stwierdziłem, że moje poglądy ekonomiczne były poprawne, ale miały jeden błąd, czyli pieniądz i jego wartość. Dziś to dla mnie wydaje się być oczywiste, ale jak to ktoś kiedyś powiedział… Najlepiej rządzi się głupimi ludźmi. Takim człowiekiem widać byłem jak każdy inny, omamionym politycznymi dyrdymałami i jak to inflacja dobrze wpływa. Pewne aspekty (nieświadomie) dodałem w WYKŁADZIE 2 (pisałem go 3 tygodnie temu przed zaznajomieniem się z danym artykułem).
To przechodzimy do sedna… Będę podawał mity inflacyjne, które krążą na świecie. Sam pewnych mitów byłem wyznawcą, dopóki nie policzyłem i nie przemyślałem tych spraw.

Mit nr 1 : Nie można zarobić na życie i odnosić zysków, gdy poziom cen spada
Wiele osób twierdzi, że ceny powinny spadać (w założeniu konsumenta) i to jest fakt. Niby wytwórcy produktów powinni na tym cierpieć, jednak tak nie jest. Jeżeli ceny towarów końcowych spadają, to także koszty ich produkcji. Przyjmijmy najprostszy system handlu i produkcji, że cena danego towaru to 100 zł, koszt wyprodukowania to 80 zł. Czyli producent sprzedaje z zyskiem za 80 zł do handlowca, a handlowiec sprzedaje za 100 zł z zyskiem zakupiony towar. Dodajmy także, że producent (dla uproszczenia) produkuje swój towar z 4 podzespołów wartych 15 zł każdy. Załóżmy także deflację na poziomie 2%. Wychodzi nam, że na każdym podzespole potrzebnym producent zaoszczędza 0,3 zł. Wychodzi nam 1,2 zł. Czyli producent nie musi podnosić cen, może je utrzymać, a nawet je w długim okresie (2 lat i dłużej) obniżyć i zarabiać. Teraz trochę teorii…
USA i Niemcy w XIX wieku rozwijały się o wiele szybciej przy panującej deflacji. USA stało się potęgą nie poprzez prowadzone wojny i finansowanie ich, ale poprzez ogromną siłę nabywczą. Zarabiali tyle samo, ale ich siła nabywcza (to co można kupić za daną wypłatę) była większa niż przedtem, bo ceny spadały. Dlatego wtedy pieniądz był wartościowy, ale dalej nie był bogactwem, bo ludzie go wymieniali na dobra użyteczności.
Mit nr 2 : Chociaż malejące ceny są dobre, to niedostateczny agregatowany popyt jest zły
Każdy przedsiębiorca liczy swoje pieniądze. Jak tego nie robi, to oznacza, że zbankrutuje w bliższym lub dalszym okresie. Odniosę się do stwierdzenia „agregatowany”. Oznacza to, że nie ma przyrostu sprzedaży przy niższej cenie produktu. Nie jest to do końca prawdą. Jeżeli dalej przyjmiemy założenia z punktu 1, to deflacja jest na poziomie 2%, licząc matematycznie (Keynesowskim sposobem) to musi się zwiększyć sprzedaż o ponad 2%. Nic bardziej mylnego, bo ludzie zaczną kupować dobra użytku trwałego, które są naprawialne i starczają na o wiele dłużej. Wtedy sektor usług ma swoje walory, których nie ma dziś, oprócz pokazywania dziwnych ofert obsługi tego czy owego, także naprawy podzespołów za jakieś dziwne pieniądze. Oczywiście taka rzecz istnieje teraz, ale nie oszukujmy się, ceny usług by spadły razem z kosztami produkcji.
Osobiście mam zdanie na ten temat swoje. W latach 80-tych lub na początku 90-tych (czasach transformacji w Polsce) nasi obywatele zaczęli kupować japońskie samochody. Niby dlaczego nie niemieckie, francuskie czy też brytyjskie ? Powód był prosty ich niezawodność oraz możliwość naprawy za niewielkie pieniądze. Dlatego stawały się tak użytecznym środkiem trwałym.

Mit nr 3 : Deflacja oznacza niższy wzrost gospodarczy niż inflacja
Moim zdaniem jest to najważniejszy punkt. Wszyscy inflacjoniści twierdzą, że wzrost gospodarczy może być budowany poprzez wzrosty cen. Od kilku tygodni nie jestem tego systemu zwolennikiem… Tutaj zacytuję pełną wypowiedź autora artykułu:
… „ Trudno jest omawiać takie twierdzenie przy braku powszechnie akceptowanej definicji wzrostu gospodarczego. Jednak pojawia się następująca uwaga: Problem dostowawczej deflacji w sensie malejącej podaży pieniądza jest nieodłącznie problemem krótkookresowym. . Jest to problem zidentyfikowania tych projektów inwestycyjnych, które są najbardziej zyskowne (a zatem najbardziej korzystne społecznie) w nowych warunkach, jakie przynosi deflacja. W szczególności, deflacja w najgorszym z możliwych przypadków nakłania biznesmenów i właścicieli czynników produkcji do powstrzymania się od użycia majątku, w celu uniknięcia zmarnowania go na jakieś kosztowne przedsięwzięcie. Deflacja zatem jest nieodłącznie trzeźwa, roztropna i finansowo konserwatywna.”
Teraz cytat od tego samego autora na temat inflacji…
„Przeciwnie, inflacja stale wabi kapitał do projektów inwestycyjnych, które nie znajdują spontanicznego poparcia innych członków społeczeństwa- kapitalistów, pracowników i konsumentów- ale które są możliwe tylko dlatego, że są finansowane, bezpośrednio lub pośrednio, z pieniędzy pochodzących z pras drukarskich. Najbardziej jaskrawym przykładem jest państwo dobrobytu, które może być finansowane nie dlatego, że istnieje jakakolwiek perspektywa zysków, ani nie dlatego, że przyciąga wystarczającą liczbę dobrowolnych datków, ale jedynie dlatego, że jest finansowane z wciąż rosnącej liczby długów, które pewnego dnia zostaną spłacone za pomocą nowych pieniędzy pochodzących z pras drukarskich. Ta uwaga abstrahuje od faktu, akcentowanego przez austriackich ekonomistów, że inflacja może powodować międzyokresowe błędne alokacje kapitału”…
Trudno się nie zgodzić z tym. Inflacja powoduje nowy pieniądz, który wkracza na rynki, które są przegrzane. Przyjmijmy to co Ben Bernanke ogłosił , że 600 mld obligacji będzie wykupione. Czyli dał znak, że rynek obligacji ma się świetnie, oraz trzeba go zniszczyć nowym dodrukowanym pieniądzem. Mimo, że obligacje krótkookresowe poszły do góry (ceny amerykańskich obligacji 10 letnich), to na 30 letnich był dramatyczny spadek po tej decyzji. Jest to bardzo proste, skoro posiadam obligacje na 1 mln USD, a FED (Bank Centralny USA) drukuje dolara w wielkości 600 mld (w USA 600 bilionów). To jak się nie mylę powoduje stratę 33% rentowności obligacji 30 letnich, przy posiadaniu obligacji amerykańskich za 1 mln USD. A to jest ogromna liczba. Mimo, że index cen skoczył, oznacza to jedno, że zakup jest droższy, a posiadacze obligacji są w tym momencie w bardzo kiepskiej sytuacji. Czyli USA chce zrobić wszystko (przy swojej marnej gospodarce), by wykup obligacji był jak najtańszy. Wychodzi jednak na to, że Chiny mogą scedować (odsprzedać obligacje) komuś innemu lub czekać na umocnienie dolara. Pierwsza i druga wersja gra na wygarną Chin, mimo, że poniosą na tym straty w krótkim okresie.

Mit nr 4 : Deflacja jest szczególnie uciążliwa dla grup o niższym dochodzie
Tutaj odniosę się do emerytur w Polsce. Chciałbym zobaczyć emeryta, który narzeka, że jego siła nabywcza bez podwyżki wzrasta. Skoro może kupić więcej za te same pieniądze, to napędza popyt (hello mr Keynes) , a ceny delikatnie rosną lub nawet są dalej w trakcie spadku. Deflacja w tym momencie także by inaczej absorbowała czynniki produkcji. W takim momencie pracę by znaleźli wszyscy, którzy chcą pracować, bo nie byłoby zasiłków dla bezrobotnych, rent dla ludzi, którzy mają zdolność do pracy a nie chce im się pracować. Oczywiście problemem jest płaca minimalna (czytaj WYKŁAD 1). To niestety podraża produkcję, a Państwo cieszy się z dodruku pieniądza i rosnącej inflacji. Na pewno ludzie z tego się nie cieszą, ale zaraz mamy rządzących co nam to robią i podrażają produkty bez wzrostu cen komponentów. Oczywiście wzrosną ceny komponentów, ale poprzez wzrost VAT. Co za tym idzie pójdą ceny produktów finalnych także, ale nie o 1% tylko o przynajmniej 5%.

To jest pierwsza część WYKŁADU 3. Następna o deflacji będzie w najbliższym czasie  Temat jest zbyt obszerny, by go zdiagnozować w 1 wykładzie, a także mój czas nie pozwala na to, by w miarę dogłębnie badać wszystkie aspekty, które przedstawiam.

Post: #4 
2010-11-07 13:23

Blizz352

Swarzędz
Postów: 2
Shouts: 0
Chyba zamiast chdzic na wyklady z mikro/makro bede czytal Twoje materialy :D

@down
Oczywiscie mowilem jak najbardziej zartem. Chodzilo mi o cos w stylu: "Przeczytane materialy w znacznym stopniu ulatwia mi przyswajanie materialow omawianych na uczelni"

Niestety jako raczkujacy ekonomista (I rok studiow licencjackich) nie moge przedstawic ani za, ani przeciw.

Edytowany 1 raz-y, ostatni raz: 2010-11-13 02:08:00
Shit happens

Post: #5 
2010-11-07 13:44

Usunięty

Postów: 0
Shouts: 0
Lepiej uczęszczaj na zajęcia, bo wykladowcy zpaewne i tak uczą wielu innych rzeczy, które będą wymagane na egzaminie. Sam też nie jestem geniuszem z tej tematyki, bo opieram się na tym czego nauczyły mnie studia oraz z tego co przeczytałem. Oczywiście opinie, które wyrażam są odzwierciedleniem moich poglądów (niektóre jak widać w WYKŁADZIE 3 inne niż kiedyś).

Miło oczywiście przeczytać wpis, że komuś to się podoba i jest pożyteczne. Między innymi chodziło mi o to by wystepowała polemika w tym temacie oraz to, że pewne rzeczy nam umykają a warto nich wiedzieć.

Dodano 2010-11-07 15:23

WYKŁAD 3 Inflacja czy Deflacja część 2

Mit nr 5 : Deflacja tworzy bezrobocie

Jest to oczywiście nieprawda. Problem deflacji przy dzisiejszych warunkach zatrudnienia (normy prawne) powoduje, że deflacja powodowałby zwiększenie bezrobocia. Tylko deflacja sama w sobie nie ma takiego potencjału, czyli efekty zewnętrzne (prawo pracy o możliwościach zatrudnienia oraz płaca minimalna) są czynnikiem, który pokazuje, że deflacja jest szkodliwa. Jest kilka rodzajów bezrobocia: strukturalne, naturalne itd.
Załóżmy, że mamy deflacje w kraju i obowiązują te same przepisy prawne co do zatrudnienia co dziś. W ten sposób bezrobocie będzie się zwiększało, bo pracodawcom nie będzie opłacało się zatrudniać nowych pracowników. Dlaczego ? Bo płaca minimalna powoduje to, że z góry pracownik dostanie tę wypłatę, a nie musi w efekcie robić czegokolwiek (wytwarzać). Czyli wychodzi na to, że koszty zatrudnienia nowego pracownika są wyższe niż korzyści osiągane poprzez zatrudnienie. W efekcie pracodawca dochodzi do wniosku, że kapitał poświęcony na pracownika nie zwraca się w dochodach. W takim wypadku jest to jak najbardziej rozsądne posunięcie pracodawcy o niezatrudnianiu nowego pracownika. W ten sposób mamy do czynienia z bezrobociem strukturalnym w pewnym stopniu. Taki system powoduje umieranie pewnych gałęzi gospodarki, nie dlatego, że są one nieproduktywne, ale dlatego bo są obostrzone przepisami o formie zatrudnienia. Taka rzecz zdarzyła się w Polsce. Oczywiście reformowanie kraju na początku lat 90-tych było potrzebne, ale na pewno nie tak jak to miało miejsce. Plan Balcerowicza doprowadził do strukturalnego bezrobocia, zniszczenia małych firm i ich potencjału. Wiele osób twierdzi, że Balcerowicz zrobił dobrze, ja jednak jestem zdania, że wyrządził wiele szkód długookresowych.

Dlatego zadam pytanie… Dlaczego polityk decyduje o tym jaka gałąź gospodarki jest przydatna dla kraju, a która nie ?

Do tego powinni dojść przedsiębiorcy, a nie politycy sterujący, że potrzebne nam jest więcej zatrudnienia w tym sektorze gospodarki, a w innym mniej. Do tego dojdzie sam wolny rynek i w krótkim okresie sam wyrówna niezrównoważone zatrudnienie w gospodarce. Jednak Balcerowicz doszedł do wniosku, że wie lepiej niż pracodawcy i zrobi tak jak jemu się wydaje. Jak widać po 20 latach jesteśmy w gorszej sytuacji niż na początku lat 90-tych. Na początku lat 90-tych zaczęło lawinowo powstawać wiele małych firm, które oferowały swoje produkty po coraz to niższych cenach (oczywiście hiper inflacja zrobiła swoje, ale zduszenie jej to tak naprawdę każdy normalnie myślący człowiek by dokonał). Oczywiście podwyższenie stóp procentowych było słuszne, ale dlaczego za tym poszły prawa socjalne ? W ten sposób stworzyliśmy zaklęty krąg. Bezrobotnym zaczęło się płacić takie pieniądze, że warto było nie pracować i go pobierać (lub pracować w szarej strefie i też mieć zasiłek) a nie być zatrudnionym. Problemem stał się tzw. Popiwek. Czyli nałożony nowy podatek. To był system ratowania kraju po socjalizmie. Wynikiem tego mamy nowy socjalizm. Czyli nic się nie zmieniło, bo dalej nie produkujemy tego co trzeba, tylko w większości musimy importować. To jest właśnie efekt „maczania palców” w gospodarkę, która powinna sama się regulować. Niestety wmawia nam się bardzo często, że bezrobocie jakie mamy wynika z nieudolności polskich przedsiębiorstw czy też braku kapitału i do tego powinny być głownie wspomagane inwestycjami zagranicznymi. Oczywiście inwestycje zagraniczne to dobra rzecz, ale czy polscy przedsiębiorcy utrzymują się ze swoich oszczędności czy też z kredytów jakie zaciągają n prowadzenie działalności ? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi i dedykuję Wam byście doszli do tego wniosku.

Mit nr 6 : Deflacja w ostatecznym rozrachunku nie przynosi korzyści

Moim zdaniem przynosi wymierne korzyści. Przykłady postaram się podać poniżej, opierając się także na artykule.
Poniżej cytat z artykułu:

… „ Po pierwsze, deflacja jest bardzo skutecznym mechanizmem przyspieszania dostosowania się do nowych okoliczności w świetle większych kryzysów finansowych. Przyczyną tego, jak zauważyliśmy powyżej, jest to, że deflacja dotyka bardziej cen czynników produkcji niż cen dóbr konsumpcyjnych. W konsekwencji deflacja zwiększa różnicę pomiędzy przychodami ze sprzedaży a kosztami nakładu- innymi słowy, zwiększa stopę procentową- a zatem tworzy potężną zachętę do zwiększenia oszczędności i inwestycji.

Po drugie, i co równie ważne, deflacja jest jednorazowym procesem, który jednakże ma potencjał zniszczenia instytucji, które wiecznie tworzą inflację, a w szczególności, banków opartych na systemie rezerw cząstkowych i producentów pieniądza fiducjarnego („banki centralne”). Zniszczenie tych instytucji eliminuje „przewagę marży” uwielbianą przez dłużników w odróżnieniu od ludzi samodzielnie finansujących własną działalność. Innymi słowy, władza ekonomiczna i społeczna zostanie zabrana Fedowi i oddana w ręce pojedynczych obywateli. Firmy będą działały na znacznie bardziej sprawiedliwym gruncie, a gospodarstwa domowe będą, o wiele częściej niż teraz, najpierw oszczędzać, a potem kupować dom. Co więcej, zniszczenie machiny inflacyjnej zniszczy główny napęd finansujący państwo dobrobytu. Rządy odtąd będą musiały pozyskiwać zasoby wyłącznie poprzez opodatkowanie, które pozostaje pod znacznie większą kontrolą społeczną niż godna pogardy, ukradkowa metoda zdobywania zasobów przez nadmuchiwanie podaży pieniądza.”

Chciałbym skomentować teraz jedną rzecz, która mi się nasunęła jak to przeczytałem. Teoria Keynesa zakłada system wydawania, czyli w krótkim okresie to maja wydatki stymulować gospodarkę, oraz pomnażać PKB. Tylko jak mi wiadomo, to Keynes nic nie przedstawił w swoich teoriach o długookresowych konsekwencjach tego, oraz patrzenia, że życie nie kończy się po 3 miesiącach, tylko po wielu latach. Jest to sprytny zabieg z jego strony, ponieważ te cykle powtarzać będzie się co każde 3 miesiące. Można w ten sposób dojść do ciekawego stwierdzenia, że kwartalne PKB jest oparte na teorii Keynesa. Jakby nie patrzeć to GUS oraz Rząd lubują się w przedstawianiu kwartalnego PKB r/r (rok do roku). Oczywiście to nie tylko u nas występuje, ale także w innych krajach. Moim zdaniem jest to mydlenie oczu, bo struktura PKB jest błędna. Występuje tam pewien mnożnik pewnych czynników, ale o tym napisze w innym wykładzie.

Na koniec WYKŁADU 3 chciałbym odnieść się do video wywiadu, jaki udzielił Pan Kuczyński (Xelion Doradcy Finansowi) portalowi bankier.pl. Chodzi mianowicie o wpompowanie 600 mld USD przez FED. Pan Kuczyński stwierdził, że to nie ma nic wspólnego z teorią Keynesa (na podstawie wpisu Pana Gwiazdowskiego). Moim skromnym zdaniem, to ma wiele wspólnego z Keynesem. Nie będę zagłębiał się w teorię Keynesa, ale chciałbym udowodnić jak bardzo myli się Pan Kuczyński w swoim twierdzeniu.

1. W głównym założeniu teorii Keynesa, jest brak recesji, spowolnień. Czyli w jakiś sposób trzeba utrzymać tak zwany boom gospodarczy… Czyli najlepiej okraść społeczeństwo poprzez dodruk pieniądza powodując inflację. Jak Pan Kuczyński się z tym nie zgadza to proszę poczytać książki Pana Thomasa Woods’a w szczególności Meltdown.

2. Jak napisałem powyżej, to teoria Keynesa także opiera się na wydatkach społeczeństwa. Czyli dodruk kolejnych 600 mld USD spowoduje ich alokacje w rzeczy, które są zbędne (to akurat Pan Kuczyński zauważył). Tylko dlaczego stwierdza, że to nie Keynes ? Przecież to jest dokładnie to co Keynes proponował, quazi boom utrzymywany poprzez niskie stopy procentowe i radosne dodrukowanie pieniądza. Jak dla mnie to przeczy sam sobie.

3. Skoro to nie jest Keynes, to dlaczego FED używa swoich sił by dostosować przedsiębiorców pod swoje reżimy ? Grabi ten sposób całe społeczeństwo. A tak na pewno nie postępują ludzie, którzy mają za interes przedsiębiorców i zatrudnionych ludzi tam.

Link poniżej do tego wywiadu.
http://www.youtube.com/watch?v=pj2jVB-q2Yg


Dodano 2010-11-13 19:43
Za chwilę dodam WYKLAD 4

WYKŁAD 4: Podatki

Zacznę może od dość trywialnego stwierdzenia, że w życiu to są pewne tylko 2 rzeczy. Śmierć i podatki. Owszem jest to jak najbardziej trafne stwierdzenie, ale nie tym będziemy się zajmować w tym wykładzie. Chciałbym by w tym wykładzie przyjrzeć się podatkom pośrednim i bezpośrednim. Poniżej przedstawię kilka punktów, do których następnie się odniosę.
1. Wyższe podatki zmniejszają deficyt budżetowy.
2. Podatki powinny być wyższe dla osób więcej zarabiających.
3. Wpływy podatkowe wspierają osoby pokrzywdzone ekonomicznie oraz społecznie.

Ad.1
Na pierwszy rzut oka, takie stwierdzenie może być słuszne, bo zwiększymy podatek dochodowy lub VAT i niby nam przyrasta w budżecie. Ale to jest tylko wyliczenie matematyczne w Excelu, zmienimy 1 wartość i wszystko spada lub rośnie. Rzeczywistość jednak pokazuje, że każde podwyższenie podatków nie powoduje większych wpływów do budżetu państwa, a w efekcie je uszczupla. Dlaczego tak się dzieje ? Dzieje się tak z prostej przyczyny, przedsiębiorcy, którzy są głównym płatnikiem dla budżetu, zaczną uciekać od płacenia podatków. Zrobią to legalnie lub nielegalnie. Legalnym sposobem jest sposób, który pokazuje, że na koniec roku każdy przedsiębiorca robi remanent. Jeżeli wychodzi mu spory podatek do zapłacenia to robi wszystko by go nie zapłacić. Czyli kupuje materiały albo towary (wszystko zależne od rodzaju prowadzonej działalności). W ten sposób legalnie „oszukuje” budżet. Ale niby wynika z tego, że ktoś musi zapłacić ten podatek na końcu. Oczywiście podatek końcowy zapłaci konsument, który stwierdzi, że marże producentów i pośredników są tak wysokie, że odzierają ich z pieniędzy. Niestety to nie pracodawcy odzierają konsumentów z pieniądza tylko podatki uchwalane przez rządy. Konsument nie jest w stanie odliczyć sobie podatku VAT jak to może zrobić przedsiębiorca, bo każda firma kupuje i sprzedaje czyli płaci/dostaje zwrot różnicy VAT wynikający tylko i wyłącznie z różnicy VAT kupna/sprzedaży. Ale tak samo każdy przedsiębiorca jest konsumentem i w efekcie zapłaci też swoje…

Sposób nielegalny na obejście podatków oraz ich wzrostów, to przejście w tak zwaną Szarą Strefę. Powiększanie się Szarej Strefy nie wynika w większości przypadków z braku chęci płacenia podatków, a z ich poziomu. Czyli im wyższe podatki tym Szara Strefa staje się większa. Wtedy większość firm zaczyna sprzedawać na „lewo” bez faktur, zatrudniać pracowników bez umów.

Efektem tego wszystkiego jest mniejszy wpływ do budżetu a nie większy jak to niby Excel pokazuje.
Podam prosty przykład, jak zwiększono akcyzę na alkohol to budżetowi nie przybyło z tego względu, co więcej wpływy były o wiele niższe. Ci co chcieli się zaopatrywać w alkohol, to robili to za granicą, czyli nie wspierali rodzimego budżetu, a robili tak, bo za granicą (Słowacja i Ukraina) było o wiele taniej. Po obniżce akcyzy wpływy zwiększyły się ponownie. Jak widać z tego prostego przykładu, podwyższanie podatków działa na szkodę budżetu a nie na korzyść.

Ad.2
Dla mnie osobiście, jest to jeden z największych nonsensów kiedykolwiek czytałem. Dlatego też chciałbym się rozprawić z tym twierdzeniem.

Skoro bogaci mają płacić wysokie podatki, a biedni mniejsze, to dochodzimy do pewnego paradoksu. To bogaci dają pracę a nie biedni, bo biednych na to nie stać. Czyli podwyższenie podatków dla najlepiej zarabiających skutkuje zmniejszeniem zatrudnienia, bo obciążenia wynikające z tego są wyższe niż wartość wytworzonych i sprzedanych dóbr przez zatrudnionego pracownika. Czyli ci biedni pozostaną dalej biedni, bo nie mają lub nie znajdą zatrudnienia. W efekcie to i tak biedni zapłacą o wiele więcej w sklepach niż by to wynikało z logiki podwyższania podatków.

Po za tym istnieje Krzywa Laffera, nie będę jej tutaj omawiał, bo moim zdaniem to ona zachowuje się różnie w każdym z krajów, do jakiego byśmy to przyłożyli. Ma ona tę zaletę, że z niej wynika bardzo prosta rzecz, jest dopuszczalna pewna maksymalna %-ntowa wartość podatków, która przynosi największe korzyści, a kiedy wyższe lub niższe podatki powodują uszczuplenia.

Odniosę się po raz kolejny do PŁACY MINIMALNEJ. Skoro jest tak dobra, to dlaczego przy każdym jej podwyższeniu idą w parze większe wydatki na ZUS, które płaci pracodawca ? Niby ZUS to nie podatek w swoim określeniu, ale nim jest, bo podraża tak samo jak podatek dochodowy, VAT ceny usług i produktów. Tego nikt jakoś nie chce zauważyć, tylko narzeka na niskie płace. Teraz dobre pytanie, dlaczego płace są niskie ? Są, bo bogaci dostają coraz to nowe podatki, lub dostają już istniejące w wyższym wymiarze. Nie chodzi tutaj tylko o te typowo znane, ale np. w przedsiębiorstwach produkcyjnych płaci się opłaty środowiskowe, za ilość wprowadzonego typu opakowań itd. To są także podatki, tylko bardzo ładnie ukryte przed konsumentem. To są koszty, a te koszty trzeba niwelować poprzez podniesienie cen. Wypłaty nie pójdą za tym, bo wtedy efekt będzie taki sam, straty przedsiębiorcy. Zapłaci konsument. Jak dla mnie jest to ciągły system niszczenia gospodarki polskiej. Dlatego mamy deficyty w handlu zagranicznym, dlatego nasz budżet nie może się nigdy dopiąć i dlatego wielu uważa, że w tym kraju jest źle. Jest źle i będzie, ale niestety takie wybieramy rządy i tak mamy. Pretensje w tym momencie można kierować jedynie do siebie.

Ad.3
Ten punkt to typowy socjal. Czyli tak zwane bezrobotne, renty oraz emerytury pomostowe.
Jak swego czasu spojrzałem na pewne dane o rencistach, to okazało się, że mamy najbardziej schorowane społeczeństwo w Europie. To powinno dać dramatyczny skutek dla gospodarki. Poniekąd już daje od paru lat, ale jak widać to jeszcze za mało. Dla mnie wynika z tego kilka wniosków.

1. Płacimy ludziom za nic nierobienie, to bardzo wygodne, bo nie trzeba szukać pracy przez dany okres czasu, a mamy pieniądze za tak zwane „pierdzenie w fotel”.

2. Liczba „inwalidów” wielu klas najniższych ciągle rośnie, czyli mamy chore społeczeństwo. Tylko dlaczego ci ludzie pracują na „czarno” dorabiając do swojej renty ? Dlaczego mamy płacić na tego typu ludzi. Nie obrażam i nie mam zamiaru mieć nic przeciw ludziom, którzy są faktycznie poszkodowani przez los, czyli stracili rękę, nogę lub inne narządy, które są potrzebne do czynnej pracy jaką wykonywali. Niestety figuranci mają lepsza pozycję od nich, to oni są beneficjentami, a nie faktycznie poszkodowani.

3. Administracja to najlepsza fucha dzisiaj w wielu krajach, nie trzeba się znać na niczym, ale jest się urzędnikiem i dostaje się swoje. Najlepiej jak jeszcze się strajkuje i prosi o więcej. Przypomina to ZSRR, gdzie najlepiej było być urzędnikiem i dostawać łapówki za przepchnięcie czegoś. Milton Friedman się kłania…

4. Emerytury pomostowe dla pewnych grup społecznych są wręcz dziwne. Skoro policjant, który był zawsze na 1 linii ma dostać emeryturę pomostową, to dlaczego nie może pracować dalej jako człowiek, który będzie szkolił innych ? Przecież to on ma doświadczenie, którego brakuje nowym.

Te wszystkie punkty, jakie wymieniłem skłaniają mnie do pewnej konkluzji. Skoro lepiej jest siedzieć i nic nie robić,
bo mi płacą za to, to mamy problemy jakie mamy z zatrudnieniem, podatkami. Podatki są podwyższane teraz z racji rosnącej liczy ludzi, którzy nie chcą pracować bo wygodniej im dostawać rentę, bezrobotne lub przejść na emeryturę pomostową. Warunki do tego nie stworzyli przedsiębiorcy, ale ludzie, którzy rządzą tym krajem. Sami teraz napędzają machinę, by było lepiej biednym, to trzeba zabrać bogatszym. Tylko co się stanie jak ci bogatsi staną się tak samo biedni ? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Wam.


Edytowany 1 raz-y, ostatni raz: 2011-09-11 22:49:19

Post: #6 
2010-11-13 20:59

Suri

krańce wschodnie
Postów: 5
Shouts: 3321
Barzo dobry tekst Abra. Pozdrawiam

Post: #7 
2010-11-14 22:49

modeleda

Wrocław
Postów: 2
Shouts: 4
Dzisiaj się dopisałem- jestem żółtodziobem giełdowym, ale chętnie przeczytałem i dzięki za arty. Korwin Mikke mówi o tym wciąż. Na zarządzaniu- kierunku moich studiów też podobne tematy się porusza. Dobrze byłoby mieć dobre rządy, albo chociaż nie mieć ich wcale(chyba lepsze to niż takie jak mamy teraz?).

Post: #8 
2010-11-15 00:38

edward ryzykant

s
Postów: 13
Shouts: 13


Ad.4
Związki zawodowe są głównym medium za utrzymaniem płacy minimalnej. Popatrzmy na to z pozycji pracownika fizycznego. Bardzo fajnie, że władze mojego związku walczą o wyższą moją płacę minimalną.Utrzymują moje miejsce pracy, a Państwo za to musi zapłacić. Wszystko pięknie... Tylko jak uważam, to tak zwane Państwo, to są mali przedsiębiorcy, czyli ludzie, którzy głównie płacą podatki. Czyli każdy mały przedsiębiorca musi płacić haracz( bo ciężko to inaczej nazwać) na rzecz Państwa by żyło się lepiej. Niestety lepiej tym co nie pracują na własny rachunek... Oczywiście płaca minimalna nie chroni tych co tak pieją o podwyższeniu płacy minimalnej (przecież prezesi związków nie zarabiają 1317 zł brutto).

Abramis, zgadzam się z Twoją opinią dotyczącą płacy minimalnej, że tak naprawdę to "okrada" ona i przedsiębiorczość ( w wydaniu mikro ), ale też właśnie wspomnianych przez Ciebie przysłowiowych "chłopców na stacji benzynowej". Jednak ja chciałbym się odnieść do związków zawodowych w Polsce. Dla mnie niemożliwością jest, że te organizacje mają tyle do powiedzenia. Ja rozumiem ,że ma to oczywiście podwaliny Solidraności, mówimy związki zawodowe, myślimy biedni stoczniowcy.
Jednak jak dla mnie państwo, powinno redukować to naprawdę minima rolę związków zawodowych w ówczesnych czasach. Ekonomia rządzi się prawami popytu i podaży, i przedsiębiorstwa w erze globalizacji muszą być elastyczniejsze, redukować płacę, zatrudnienie, gdy nie ma popytu na dany towar i zwiększać wymienione przeze mnie czynniki podczas nawału pracy. Jeśli połączymy związki zawodowe i płacą minimalną to myślę ,że wychodzi nam z tego najlepsza zapora dla polskiej przedsiębiorczości.

pozdrawiam



Tak to wpływa płaca minimalna w Naszej Najjaśniejszej Rzeczpospolitej.

Pozdrawiam

Abramis[/cytuj]

Dodano 2010-11-15 01:08
Co do wypowiedzi Pana Kuczyńskiego odnośnie "polityki" FEDU , zgadzam się z Tobą Abramis w 100 % bo jeśli patrzeć na to co robią w USA to wniosek nasuwa się jeden:
Jednym z założen Keynesizmu są właśnie szeroko rozumiane i pojmowane działania interwencjonistyczne, czyli jak w USA masowe skupowanie papierów dłużnych. Wypowiedź Kuczyńskiego jest związana z wadą mnożnika, który nigdy nie działa tak jak sobie to Keynes wymyślił. Wiadomo ,że masa tej kasy, która jest teraz na rynku nie pójdzie w szeroko zakrojone inwestycje, lecz własnie w inne dobra, oszczędności, a więc FED myli się, myśląc, że nagle przedsiębiorstwa spożytkują te pieniądze w efektywny sposób, najprościej, rzecz ujmując nie będzie jakiejkolwiek stopy zwrotu, zwłaszcza zwielokrotnionej mnożnikiem.

Co do samego wywiadu, Kuczyński fajnie opisał proces, tylko rzuca się w oczy właśnie nie połączenia Keynesa z tym co się dzieje w USA.
veni vidi vici, codziennie non stop stop

Post: #9 
2010-11-15 08:51

Usunięty

Postów: 0
Shouts: 0
Widzę, że powoli nawiązuje się dyskuja i bardzo dobrze

edward ryzykant

No dokładnie tak jest, ze związkami jak napisałeś. Jest to pewnego rodzaju szantaż. Dlatego odniosłem się do Balceoriwcza, ktory z jednej strony chciał poprawić, a z drugiej strony dobił wiele gałęzi przemysłu. Zastanawia mnie tylko, czy on to zrobił celowo, czy z z niewiedzy... Zresztą jedno i drugie pokazuje brak logiki myślenia. Robi się 2 przeciwstawne ze sobą rzeczy i oczekuje się, że to da efekt wymierny.

Tak samo jak straszenie deflacją, sam wlaśnie w ten taki dziwny krag zdarzeń jeszcze wierzyłem niedawno, że jest zła itd. A straszy się nią bo oczywiście mają ci politycy rację, że to przyniesie skutki opłakane przy danych uwarunkowaniach prawnych. To może by tak zmienić prawo i wtedy sprawdzić co jest lepsze ? Tylko kto się odważy na to.

Co do Kuczyńskiego:
Ten artykuł o mitach deflacyjnych był napisany w 2005 roku, czyli przed tym całym kryzysem. To co cytowałem o inflacji to w pełni się sprawdziło w 2008 roku, gdzie okazało się, że były błędne alkokacje kapitału wynikające ze zbyt duej podaży pieniądza. Czyli system krótkookresowy jaki Keynes zawsze lubiał jest właśnie tym, nie przejmujmy się tym co będzie za rok czy dwa lata, ważne co będzie dziś. By nie dać się omamić to sam Keynes to mało, jego teoria wpoiła się innym tj. Paul Samuleson, Arthur Okun, wiadomo Ben Nernanke Alan Greenspan, Arthur Laffer. Jedynym chyba światłym człowiekiem w senacie USA jest Ron Paul, Peter Schiff nie dostał się do senatu.

W nastepnym WYKŁADZIE, będzie o PKB i jego strukturze. Tam właśnie wystepuje ten ciekawy mnożik, który wlicza się do PKB poprzez wydatki rządowe i jak to nam ładnie przyrasta z tego powodu...

Pozdrawiam,

Abramis

Dodano 2011-01-21 20:14
Napisane 13 listopada 2010

WYKŁAD 5: Perspektywy rozwoju Polski
Ten temat będzie polegał wyłącznie na moich przemyśleniach, wiedzy oraz przypuszczeniach. Będzie to wykład czysto teoretyczny, choć praktycznych aspektów nie powinno brakować.

Zrównoważony rozwój.
Zrównoważony rozwój jest czymś takim, co pokazuje, ile nasz potencjał produkcyjny jest w stanie wygenerować PKB. Nasz system zrównoważonego rozwoju określa się na poziomie 2% PKB rocznie. Czyli to jest stabilny wzrost, który polska gospodarka powinna realizować średnio każdego roku. Odbieganie od tej średniej nie jest czymś złym czy też dobrym.
Jak pisałem o pieniądzu i cytowałem autora tego artykułu, to miałem na myśli jedno. Skoro inflacja nam niby pomaga, to po co martwić się deflacją. Problem jednak polega na faktycznym liczeniu PKB. Dziś praktycznie większość krajów nie liczy go zgodnie z przeznaczeniem, a liczy zgodnie z własnymi rachunkami bieżącymi.
Wkipedia podaje 3 wersje systemu liczenia PKB. To jak określić, który jest prawdziwy ? Jak dla mnie, to wydaje się, że żaden system nie jest prawidłowy. Poniżej podam system, który jest najbliższy prawdy.

PKB = konsumpcja + inwestycje + wydatki rządowe + eksport - import + zmiana stanu zapasów.

Niby to powinno w rzeczywistości oddać strukturę PKB. Oczywiście oddaje, tylko jest kilka problemów z tym wzorem.

Pierwszym problemem jest co to są wydatki rządowe ?

Skoro budżet państwa tworzy w większości system administracyjny, to wydatki rządowe rosną. Administracja pochłania wiele zasobów, które tak naprawdę powinny być wykorzystane gdzie indziej i z o wiele większym zyskiem. Najlepszym przykładem są tak zwane zamówienia publiczne. Ci co mają najlepsze układy z rządzącymi to mają najlepszą pozycję. Czyli załatwiają sobie interesy, które dobrze wpłyną na ich biznes, ale to przy okazji zniszczy wszystkich, którzy nie mają do tego typu informacji/rzeczy dostępu. W moim przekonaniu propagujemy tutaj łapówkarstwo. Małe firmy na to nie stać, bo nie są beneficjentem pras drukarskich, tylko głównym obiektem ciemiężenia.

Jako przykład chciałbym podać Euro 2012. Wszystko jest niby świetnie, buduje się drogi, stadiony, hotele. Kwestia za czyje to się pieniądze buduje ? Nie stricte z polskiego budżetu, ale z budżetu UE. Ale tak samo tam wpłacamy pieniądze, które w efekcie są wyższe od naszych zysków w przyszłości. Na dziś owszem jesteśmy jakimś beneficjentem tego typu usług, ale w dłuższym okresie to my będziemy płacić na innych.

Ale wróćmy do wzoru, oraz wydatków. Czyli w praktyce, jak zwiększymy nasze wydatki rządowe to powiększymy nasze PKB. Czyli nasi rządzący, chcą nam pokazać, że im wyższe wydatki rządowe tym większe PKB. I o to mniej więcej chodzi naszym wiecznie panującym socjalistom… Otóż strukturę PKB powinny budować inne rzeczy. Moim zdaniem PKB liczone powinno wyglądać tak:

PKB= oszczędności – inwestycje + eksport – import

Dla mnie jest to najprostszy system oraz najbardziej realnie pokazujący siłę danej gospodarki. Pytanie, czy ktoś się zgodzi na taki system liczenia ?

Moim zdaniem nikt z rządzących oraz będących w Sejmie. Dla mnie jest to proste, dlaczego nie. W ten sposób nie ma oszukiwania ludzi, pokazuje to prawdziwą siłę wytwórczą społeczeństwa, oraz pokazuje czy mamy cokolwiek w kieszeniach. Chiny jak się nie mylę objęły właśnie ten system. Nie popieram Chin, tylko chciałbym pokazać jak działają. Oczywiście oni pokazują PKB zgodne z normami Międzynarodowego Funduszu Walutowego (to jest system jaki pokazałem pierwszym wzorem). Ich wzrost w ten sposób wygląda wręcz imponująco. Owszem Chiny rozwijają się świetnie, ale nie z racji, że mają do tego potencjał (nie tylko ludzki), ale z racji, że wszyscy im na to pozwolili, a dziś szukają sposobu jak ograniczyć produkcję chińską. To co robi USA, chcąc wymusić ograniczenia w nadwyżkach PKB, pokazuje jak bardzo stają się bezradni w swoim działaniu.

Pomyślcie, jakby ktoś z Waszych znajomych przyszedł i powiedział, że jak macie 10 tysięcy oszczędności w PLN, oraz powiedział wydajcie je bo to Wam to pomoże. Ale w jakim stopniu Wam to pomoże, oraz w jakiej kwestii ? Moim zdaniem, to powoduje wyłudzenie kapitału od ludzi myślących o swojej przyszłości, a daje ludziom, którzy żyją z dnia na dzień. Czyli ci bardziej zapobiegliwi muszą zapłacić za tych co byli tak „roztargnieni” w swoich wydatkach. Pisząc krótko, zaciągnęli kredyty.

Konkludując, system liczenia PKB czy to w Europie czy to w USA pozostaje taki sam, opiera się na wydatkach rządowych, a nie na inwestycjach oraz oszczędnościach, które mogą i muszą wpłynąć pozytywnie w długim okresie. Z tego wyniknie dodatni bilans handlu zagranicznego (poprzez oszczędności), co powinno sprowadzić wzór mniej więcej do tego co sam przedstawiłem. Wtedy uzyskamy coś takiego jak zrównoważony rozwój, który nie będzie zależał od wydatków rządowych, a od innowacyjnego podejścia polskich przedsiębiorstw.

Polska gospodarka rozwija się szybciej niż gospodarki krajów rozwiniętych (Niemcy, USA, Japonia)
Procentowo, to na pewno rozwijamy się lepiej. Tylko procenty potrafią być mylące. Zrobię bardzo proste założenie, że budżet Polski wynosi 1 mln zł, a Niemiec 5 mln zł. Nasze PKB rośnie rośnie 10% rocznie a Niemiec 5%. Taki wzrost oba kraje odnotowują przez 1 rok. Czyli Polska uzyskuje budżet wielkości 1,5 mln zł, a Niemcy 1,25 mln zł większy. Czyli Polska zbliży się do Niemiec tylko o ćwierć miliona zł, mimo że rozwija się 2x szybciej od Niemiec. Wynik powinien być o wiele wyższy, skoro rozwijamy się 2x szybciej. Oczywiście procenty to ładnie pokazują, tylko podstawa rozwoju w następnym roku jest o wiele wyższa w Niemczech niż w Polsce. W ten sposób oni mimo niższego rozwoju w procentach, uzyskują o wiele wyższą przekładnię PKB niż my rozwijając się2x szybciej.

To co zrobiłem jest czysto teoretyczne, ale praktycznie też ma swoje odniesienia. Wszystko to się sprawdza w okresie kryzysu, tylko jak to się wszystko doniesie do czasu ożywienia lub boomu gospodarczego ? Moim zdaniem odniesie się tak, że my pozostaniemy na tym samym poziomie (nie odrobimy strat do innych), a kraje rozwinięte, mimo niższego wzrostu, ciągle będą powiększały nad nami przewagę.
Pytanie nasuwa się od razu, dlaczego niby mają się rozwijać lepiej przy niższym wzroście PKB ?
Rozwijają się, bo mają podstawę, czyli produkcję, która jest na wyższym poziomie startowym niż polska produkcja.

Polski system emerytalny nie powinien być wliczany do długu publicznego, bo przeprowadziliśmy reformę emerytalną (czytaj OFE).
Rządzący chcą by dług wobec emerytów dzisiejszych jak i przyszłych nie liczył się do długu. U mnie to wzbudza śmiech, bo jak można bardziej okradać ludzi, jak wmawianie im, że Polska nie ma długu wobec obywateli… Wnioskując metodologią rządu, to najlepiej okraść dzisiejszych emerytów oraz tych najmłodszych ludzi, co zaczynają swoją pracę. Czyli ich pieniędzmi zarobionymi i odłożonymi zrefundujmy dzisiejszych emerytów (tak to działa od lat). Wszystko byłoby w porządku, gdyby u nas wytwarzało się produkty oraz nasza produkcja byłaby wykorzystana w 90%. Ale tak nie jest, bo bezrobocie jest zbyt wysokie, a alokacje kapitału przez Rząd na poprawę tego nie idą w parze z prawdziwymi problemami i nigdy nie będą. Bo tak zwane Państwo tylko wysysa pieniądz od tych co coś robią a dają tym niepracującym.

Wracając do OFE i długu emerytalnego, to jeżeli taka ustawa wejdzie w życie, że emerytury nie będą się liczyć do długu, to mamy gotowy projekt jak dalej ratować ZUS i jak okradać dalej ludzi ze swoich odłożonych pieniędzy w OFE. Nie jestem zwolennikiem OFE, jak i każdego systemu emerytalnego, bo chciałbym sam odkładać na własne potrzeby pieniądze, a nie to że ktoś mi nakazuje to. Jednakże wolę OFE niż ZUS. Wolę wybór taki niż żaden, choć jest dość marny… Ostatnio zaproponowano, by dla OFE wyemitować obligacje, co dalby zysk im jak i przyszłym emerytom… Nie wiem jak trzeba być upośledzonym, ale taki system spowoduje nowe problemy, takie jak wykup tych obligacji przez Rząd. Ja się zapytam, kto ma zapłacić za emisję tych obligacji w przyszłości ? Jak mi się wydaje to ci co są emerytami i także wszyscy, którzy nimi będą. Wiek tutaj nie ma znaczenia. Można zapytać dlaczego ? Ano dlatego, że jak każde obligacje czy to skarbu państwa czy to korporacyjne czy też komunalne, mają swoją stopę zwrotu. Czyli im na dłuższy okres będą wyemitowane te obligacje tym wyższy będzie procent zwrotu z nich. Jeżeli ktoś będzie kombinował (drukując pieniądz) to wszyscy wierzyciele będą chcieli upłynnić obligacje jak najszybciej. Ewidentnie to widać po ogłoszeniu bailoutu obligacji w USA po raz drugi. Ceny obligacji tam dramatycznie spadają, przez co rośnie procent (rentowność) tych obligacji. Skoro chcemy pakować się w taki interes jak USA, to warto by mieć coś co w jakimś stopniu to ograniczy (nie dodruk, nie nowe kredyty).

Post: #10 
2011-02-09 11:30

sniezynka

Postów: 4
Shouts: 0
Nie wchodzę w szczegóły, bo jest za dużo czytania. Patrząc wybiórczo na Twoje posty operujesz keynes'em, krzywą philipsa i temu podobnymi.

Absolutnie związki zawodowe trzeba w tym kraju usunąć, bo to największa banda i element, który wykańcza zdrową gospodarkę.

Musisz wziąć tylko pod uwagę globalny kontekst gospodarki i fakt, że choćbyś realizował najlepsze reformy to tąpnięcia na innych rynkach wpłyną również na nasz.

Pozdrawiam,

Post: #11 
2011-02-09 11:44

Usunięty

Postów: 0
Shouts: 0
snieżynka, problem w tym, że ja Keynesem nie operuję co ewidentnie widać. Krzywej Philipsa nigdy nie stosuję. To co prezentuję opiera się na poglądach Szkoły Austryjackiej, a dokładniej na ich poglądach na gospodarkę oraz moich, któe są w ogromnej mierze pokrewne.

Mnie nie obchodzi globalna gospodarka w tym temacie, a jedynie problem polskiej. Oczywiście, że spowolnienia się zdażają i jest to normalna kolej rzeczy, czego Keynes właśnie nie widział albo nie chciał zobaczyć.

Pozdrawiam,

Abramis

Post: #12 
2011-02-09 12:13

sniezynka

Postów: 4
Shouts: 0
Jak nie stosujesz krzywej philipsa skoro mówisz o wpływie inflacji na bezrobocie. W odniesieniu do tego, że deflacja tworzyłaby bezrobocie nawiązujesz do Keynesa, ponieważ piszesz, że płaca minimalna i związki zawodowe, które o nią walczą tak, wpływają na bezrobocie. Zresztą jak wytworzysz deflację przy wzroście płacy minimalnej?

Powiem Ci jeszcze, że szkoła austriacka mimo, że stawiała w dużej mierzę na swobodę gospodarcza to jednak przyjmowała niepewność działania na rynku i sprzeciwiała się dużej roli związków zawodowych - analogicznie jak Keynes.

Keynes był modny wśród socjalistów jednak to on mówił, że związki zawodowe doprowadzają do recesji, a czynniki popytowe tworzą kryzysy, i brak elastyczności cen i płac.

Skoro piszesz, że pieniądz nie jest bogactwem to jest to równoznaczne z Keynesem, który był zwolennikiem konsumpcji i uczenia ludzi pozbywania się pieniądza, bo to popyt napędzał wg niego gospodarkę.

Podałeś swój wzór na obliczanie PKB:
PKB= oszczędności – inwestycje + eksport – import

------
W obiegu gospodarczym inwestycje = oszczędności. Więc z Twojego wyliczenia PKB to byłaby nadwyżka eksportu nad importem NX :-)

Jeszcze jedno emitentem pieniądza w gospodarce naszego kraju jest chyba Bank Centralny a nie kraj...

Post: #13 
2011-02-09 12:29

Usunięty

Postów: 0
Shouts: 0
sniezynka przeczytaj proszę uważnie i podaj mi gdzie ja jestem za wzrostem płacy minimalnej ?

inwestycje= oszczędności ? To jest już kompletny błąd metodologiczny jaki stosujesz. Tutaj to naprawdę ciężko odpisać jak ktoś nie zna podstawy z czego tworzą się oszczędności a czym są inwestycje. Domniewam, że dla Ciebie inwestycja finansowana jest kredytem tylko i wyłącznie.

Pieniądz nie jest bogactwem, bo Keynes był jak i teraz FED za luzowaniem polityki monetarnej i zwiększaniem podaży pieniądza, a to oznacza alokacje kapitału w sektory, które nie powinny i tworzy to bańki spekulacyjne. Ja natomiast jestem za zmniejszeniem podaży pieniądza a co za tym idzie systemem deflacyjnym. Gdzie tu podejście Keynesowskie u mnie ? Bo ten argument jest kompletnie mylny.

Emitentem jest Bank Centralny owszem, ale to chyba jest tak oczywiste, że nie trzeba pisać. Ale wiadomo, że to rządy decydują kto zasiada w NBP, RPP i podejmuje dycyzje. Po za tym popatrz na Zimbabwe i popatrz kto zmusza ludzi do posiadania waluty... Czy Bank Centralny czy państwo ?

Pozdrawiam,

Abramis

Post: #14 
2011-02-09 12:48

sniezynka

Postów: 4
Shouts: 0
Nie jesteś za wzrostem płacy minimalnej. Tak samo jak Keynes za nią nie był.

Zobacz sobie na czym polega obieg w gospodarce to zrozumiesz dlaczego inwestycje = oszczędności.

Jeśli chodzi o kwestie pieniądza. Skoro w powyższych postach piszesz, że pieniądz nie jest bogactwem to interpretuje to w sposób taki w jaki to wyraziłeś. A deflacja wcale nie mówi o tym, że pieniądz nie jest bogactwem... ba właśnie mówi o tym, że jest ponieważ jeśli jest deflacja to realna wartość pieniądza rośnie, a nie maleje nieprawdaż?

Piszesz mądrze, ale wchodząc w detale popełniasz błędy natury merytorycznej.

Rok makroekonomii na studiach nie wystarczy.

Post: #15 
2011-02-09 12:58

Usunięty

Postów: 0
Shouts: 0
sniezynka, no widzisz nie jestem za wzrostem a nawet jestem za likwidacją.

No brawo, jak rozumiem z Twojego toku rozumowania to kapitał własny (który jest w większości oszczędnością) jest od razu inwestycją ? Bo jeżeli tak to nie wiem czego uczyli Ciebie na studiach, ale to jest już mylenie pojęć. Napisz mi proszę czym są oszczęności i inwestycje, bo szczerze chcę to zobaczyć.

Pieniądz jest ŚRODKIEM WYMIANY a nie bogactwem, jeżeli tego nie rozumiesz to trudno, jeżeli posiadanie pieniądza jest bogactwerm, a nie posiadanie środków trwałych to naprawdę gratulacje... Siła nabywcza oczywiście rośnie, tylko naprawdę nie rozumiesz celowości deflacji i siły pieniądza w tym aspekcie, bo dalej przy tym systemie pieniądz pozostaje ŚRODKIEM WYMIANY.

Ostatnią rzecz pozostawię bez komentarza, bo naprawdę jest to żałosne i obraźliwe ... (szczególnie, że Twoja osoba popełnia masę błędów i nie potrafi czytać ze zrozumieniem prostych txt).

Edit:
To jak rozumiem Twój tok rozumowania to inwestycja oparta finansowaniem obcym jest też oszczędnością ?

Edytowany 1 raz-y, ostatni raz: 2011-09-11 22:49:19

Post: #16 
2011-02-09 13:29

sniezynka

Postów: 4
Shouts: 0
Tylko potwierdziłem słuszność tego co mówiłem, że nie jesteś za związkami tak jak Keynes nie był --> Twoje myślenie jest zgodnie z teorią Keynesa.

O reszcie się wypowiadać nie będę, bo jakbyś wiedział na czym polega obieg w gospodarce to byś miał świadomość, że I=S

To mniej więcej tak jakbyś powiedział w rachunkowości finansowej że winien nie równa się ma.

Może niech ktoś postronny się wypowie na ten temat.

Co do pieniądza to widać, że odbiegłeś od tematu. Siła nabywcza pieniądza przy deflacji rośnie więc pozbywanie się go jest bezcelowe. Co innego przy inflacji, która jest wysoka, ponieważ jego realna wartość maleje.

Czy ja gdzieś mówiłem o tym, że pieniądz jest czymś innym niż środkiem wymiany... czy ja w ogóle poruszałem taki wątek?

Pozdrawiam i czapki z głów.

Poza tym jakbyś zobaczył to podchodzę do Ciebie z szacunkiem i uważam, że Twoje poglądy są słuszne jednak zawierają błędy natury merytorycznej. Proszę nie denerwuj się, bo złość piękności szkodzi

Post: #17 
2011-02-09 16:54

Usunięty

Postów: 0
Shouts: 0
Irytuje mnie podejście do tematu, bo jeżeli coś komuś zarzucasz jako błąd merytoryczny to podaje się od razu przeciwny argument, inaczej jest to niekonstruktywna krytyka, którą nazywam tollowaniem.

Wiem, że w rachunkowości a szczególnie przy pełnej księgowości winien=ma. Tylko ja doskonale wiem o czym piszesz, lecz moim zdaniem ten system jaki tutaj ciągle kreujesz jest kompletnie nieadekwatny. Powiem Tobie tak, gdybyś napisał że zwrot z inwestycji jest oszczędnością to bym się zgodził, ale jak dobrze wiesz nie każda inwestycja musi być dochodowa. Twoim tokiem rozumowania I=S to zadłużanie się jest oszczędnością, przypomina mi to paradoks rozmowy Laffer vs Schiff. Laffer stwierdził, że depozyty jakie trzymają Chiny w dolarze amerykańskim i promocją polityki monetarnej na świat równa się 0. Czyli jeden wydany i jeden zarobiony. Tak to w skrócie wygląda wg Laffera. Moim zdaniem totalna bzdura. Dlatego system amerykański trzyma się tylko na radośnie drukowanym dolarze aż ktoś powie sprawdzam i wtedy poleci domino.

Naprawdę to czego mnie nauczyli o pieniądzu to sie jednak sprawdza, wyznawców, że pieniądz jest bogactwem jest jednak wielu. Popełniasz w tej argumentacji kilka błędów, nie biorąc pod uwagę funkcji pieniądza oraz na jakiej zasadzie jest dystrybuowany w gospodarce. Dlatego dzisiaj system inflacyjny ma się tak dobrze i tak łatwo zwiększać podaż pieniądza poprzez dodruk i kreowanie kredytów opartych na rezerwach cząstkowych itp. Deflacja ma za zadanie ukrócenie możliwości ingerencji Banku Centralnego w gospodarkę i wprowadzanie zależności, że to konsument decyduje, a to, że niby nei będzie konsument się pozbywał pieniądza jest bardzo mylne, ponieważ jest to tylko początkowy etap deflacji, który trzeba przełknąć. Deflacja ma na celu wyczyszczenie złych alokacji kapitału(pieniądza) i ma pozostawić te najbardziej dochodowe i najbardziej zyskowne z punktu widzenia konsumenta.

Z szacunkiem podejście i pisanie, że 1 rok makro nie wystarczy nazwać bym nie nazwał, ale skoro tak lubisz okazywać szacunek do innych to nie dziw się taką reakcją.


Edit:

By nie być gołosłownym i pokazać Tobie przykład, skoro I=S to mamy do czynienia z gospodarką autarkiczną, czyli gospodarką zamkniętą bez importu i eksportu. Moje podejście do PKB jednak opiera się także na imporcie i eksporcie. Patrząc na międzynarodowy przepływ kapitału mamy do czynienia z różnorakimi rodzajami inwestycji zagranicznych, czy to one są poprzez obligacje i bony skarbowe czy także poprzez budowanie fabryk lub otwieranie swoich oddziałów na terenie danego kraju. W takim przypadku jest dodatkowy napływ kapitału do danego kraju i S(oszczędności) będą niższe od inwestycji tam przeprowadzonych. By oszczędności się odbudowały do inwestycji to potrzebna czasu, bo zwroty inwestycyjne trwają (zakładam dodatni NPV i IRR dla inwestycji). Czyli to co pisałem wcześniej zwroty inwestycyjne są oszczędnością przy kapitale zagranicznym. Przy kapitale własnym jest to po prostu stopa zwrotu z kapitału własnego czyli z oszczędności w tym wypadku krajowych. W tym momencie I>S, bo mamy do czynienia z kapitałem obcym, czyli lewarowaniem swojej pozycji, bo trzeba niestety potem spłacać odsetki od tego wsparcia finansowego, co powoduje, że inwestycja jest droższa z czasem a to uszczupla poziom oszczędności.

Po za tym ten Twój system zakłada jedynie doskonały przebieg kapitału w gospodarkach międzynarodowych, którego nie ma i jak widać na razie nie będzie, bo Chiny mają ogromne oszczędności i to przewyższające ich inwestycje, a USA ma niewielkie oszczędności ale za to ma ogromne "inwestycje" jak obligacje, bony skarbowe za które musi w końcu zapłacić.

Czyli jeżeli Twoim tokiem rozumowania mamy mieć I=S to gospodarka musi być zamknięta i opierać się tylko na kapitale własnym, bez możliwości ingerencji kapitału zagranicznego, a to na dziś jest nierealne, dlatego ponowię pytanie czy inwestycja oparta w 100% o kapitał obcy jest oszczędnością w Twoim systemie I=S ? Bo wynika z podanego wzroku, że tak. Jeżeli mamy I>S to jak zrównoważyć Twój wzór by wrócił do równowagi ?

Szczerze to czekam na odpowiedź na moje pytania, bo bez tego to dalsza dyskusja nie ma żadnego sensu.



Edytowany 3 raz-y, ostatni raz: 2011-09-11 22:49:19

Post: #18 
2011-02-18 20:49

ARRES

białystok
Postów: 66
Shouts: 51
Z całym szacunkiem... Nie mogę pojąć dlaczego pieniądz, jako część majątku(bogactwa) - finanse lub jeśli wola śr. finansowe , ujmowana przy wycenie nie jest "bogactwem". Środki fizyczne są - jak rozumiem a finansowe - nie. Znaczyc to by mogło, że ktoś zadłużony na miliard złotych, a posiadający dom i dwa auta jest nadal "bogaty"... Ten zaś co ma miliard na koncie a jest bezdomny - biedakiem. Z filozoficznego punktu widzenia to ma sens...
Płaca minimalna. Troche racji na twoja stronę... jednak musimy pamiętać, że dzięki tzw. "najniższej krajowej" w umowie o prace mamy 1,3tys i od tego świad. ZUS a nie np 300,- i analogicznie... Likwidując tę "zaporę " może zniknąć szara czy nawet czarna strefa jeśli chodzi o sam fakt bezrobocia, co do umów o pracę i podatki - zbliżą się do przyslowiowej złotówki/mies.
ps. Dobra robota. (jak się da, to wykłady nie muszą być 1,5 h, łatwiej będzie sie odnosić do poszcz. wątków) pozdrawiam
nie każdy człowiek jest głupcem ale każdy glupiec jest człowiekiem...

Post: #19 
2011-02-19 09:28

Usunięty

Postów: 0
Shouts: 0
ARRES, może wytłumaczę inaczej i będzie prościej. W każdym kraju Banki Centralne emitują pieniądz. Oprę się tutaj na złotówce. Czyli w Polsce jako waluta wymiany jest polski złoty, ale przykładowo rządzący i NBP dojdą do wniosku, że już nie będzie złotego czy euro, tylko jakaś inna waluta. Teraz jak ktoś ma duże oszczędności w walucie (złotym) to ma już tylko papier, który nic nie znaczy, bo nie jest już środkiem wymiany w kraju, a na domiar złego NBP nie będzie chciał wymienić złotych na tę nową walutę. Oczywiście to co prezentuję, jest skrajne, ale nie niemożliwe. Ci ludzie co za pomocą pieniądza nabyli środki trwałe np. samochody, domy, maszyny do firm itp. nie mają problemu z przyjęciem nowej waluty, ale ci co mają dużo papierowego pieniądza są po prostu ograbieni. Dobrym przykładem jest Zimbabwe, gdzie hiper inflacja doszczednie zniszczyła walutę i nikt jej nie chce w tym kraju. Państwo na siłę wypłaca urzednikom płacę w ich walucie, ale oni jak najszybciej chcą się pozbyć tego, bo to nie jest nic warte nastepnego dnia. Reasumując, środki trwałe zawsze będą wyceniane w walucie jaka będzie obwiązywac jako środek wymiany, ale nie koniecznie stara waluta musi być wymienialna na nową. Dlatego banki tak uwielbiają inflację, bo można bez problemu drukować nowy pieniądz, przy oparciu się na rezerwach cząstkowych.

Z placą minimalną jest taki problem, że każda jej podwyżka generuje koszty dla państwa oraz przedsiębiorców. Wyższa płaca minimalna masz wyższy ZUS, wyższe ceny towarów, do tego inflacja, która zmniejsza siłę nabywcza i w efekcie oprócz powiększenie przychodów nic się nie dzieje innego pozytywnego. Oczywiście zniesienie płacy minimalnej przy systemie inflacyjnym będzie zabójstwem, ale przy deflacji byłoby to zdrowe. Zgadzam, się że zniesienie płacy minimalnej spowodowałoby ukrucenie szarej strefy czy też czarnego rynku, ponieważ spadły by mocno koszty utrzymania pracownika i ci przedsiębiorcy co chcą utrzymać miejsca pracy, tę różnicę w części przeznaczyliby na podwyższenie płac, bo baliby się, że ktoś inny zaoferuje lepsze warunki zatrudnienia i ludzie po prostu przejdą do innego pracodawcy. Problem bezrobocia u ludzi w wieku 20-30 lat jest tak wysoki, bo koszt zatrudnienia ich jest zbyt wysoki do zysków jakie ten pracownik przynosi. W ten sposób państwo samo robi drenaż pracowników i powoduje wyjeżdzanie do pracy gdzie indziej, potem jest płacz, że nie ma kim pracować, nie ma wykfalifikowanych pracowników itd. Założę się, że młodzi ludzie by podjąć swoją 1 pracę (przy warunkach jakie zaproponowałem) zgodziliby się pracować za mniejsze pieniądze niż 1,3 tys zł z prostego powodu, każdy zarobek byłby im potrzebny, a tak nie ma żadnego.

Edytowany 1 raz-y, ostatni raz: 2011-09-11 22:49:19

Post: #20 
2011-02-20 14:10

ARRES

białystok
Postów: 66
Shouts: 51
zapytam inaczej; (pieniądz) jeżeli pieniądz traci na wartości nie jest skladnikiem majątku? I dalej czy jeśli środki trwałe i inwestycje przynoszą straty (amortyzacja, zużycie, pożary, niszczenie) - przestają być majątkiem(bogactwem). Otóż - nie, zarówno pieniądz jak i środki fizyczne można stracić w jednej chwili, nic więc nie przemawia za wyższością jednych składników nad innymi... Wg. twojej teorii banki i instytucje zajmujące się prowizyjnym obrotem gotówki są biedakami, gdyż gromadzony kapitał nie jest bogactwem, a np; ZUS jest bogaty i RP też jest bogata, bo zainwestowala w gmachy ZUS-u... pozd
płaca cd...
Problemem młodych ludzi nie jest płaca min. lecz doświadczenie.Jeśli potrzebuję laskę dynamitu do rozwalenia np skały nie zastąpię jej tysiącem kapiszonów! Kolejny problem to lenistwo, oczekiwanie kierowniczych stanowisk na starcie, lub chwile później. Rada: dwa - trzy miesiące pracy za "co łaska" i po opanowaniu oczekiwanych umiejętności płaca najniższa(gwarantowana), a nawet dużo wyższa.
nie każdy człowiek jest głupcem ale każdy glupiec jest człowiekiem...

GPWŚwiatWaluty
Analizy
» Polimex(0)
» InsiderFX.pl | nowy serwis informacyjno -...(57)
» Wykorzystanie średnich ruchomych(1)
» ASBIS(34)
» BOW - zalicytuje +25% z potencjalem na + 100...(14)
Forum
» Do adminów(17)
» Wyprzedaż domowej biblioteczki literatura...(0)
» BZWBK(0)
» Obligacje(1)
» Czemu nie mogę kupić tej spółki?(2)
» Skąd taki kurs?(2)
» ECCGAMES dodanie (1)
» kontrakty(1)
» Inwestycje zagraniczne(1)
» Nagły wzrost kursu akcji - szukam przyczyny(2)
Blogi - najnowsze wpisy
»thomasoo: Kozak podbija giełde XDD
»gra: Dni bez sesji 2016
»sygnaly-at: Jeden wykres zastępuje 1000 słów - MSW
»sygnaly-at: Strategia "jednej kreski" chroni nas przed zakupami - EEX
»sygnaly-at: Jeden wykres zastępuje 1000 słów - EEX /3/ - Aktualizacja
Online: 52
24h: 931
Wygenerowano w: 0.062 sekundy,  użyto: 12 zapytań.
Dane giełdowe dostarcza Statica. Notowania w czasie rzeczywistym: www.statica.pl
Notowania kursów FOREX, surowców oraz indeksów giełdowych dostarcza Pipser.pl. Notowania w czasie rzeczywistym: www.pipser.pl